Gerard
Dzień
był upalny. Słońce grzało niemiłosiernie. Było tak potwornie duszno, że
miałem ochotę od razu wskoczyć do piękne wyglądającego morza.
Było
późne południe. Spacerowałem brzegiem morza i podziwiałem niebo, na
którym słońce chyliło się już ku zachodowi. Spojrzałem w drugą stronę.
Zauważyłem z daleka, że Mikey usiłuje rozpalić ognisko. Chciałem mu
pomóc... a nie, nie chciałem, nie lubię go. Dlaczego? Bo jest
rozbestwionym dzieciakiem, który wciąż włazi do mojego pokoju bez
pozwolenia. O! I ciągle skarży na mnie rodzicom. Przebiegła mała bestia.
- GERARD! - krzyk młodego potwora dobiegł do mych uszu, wyrywając
mnie z moich myśli. - Może byś tu do cholery przywlókł swój tyłek i mi
pomógł?!
- Nie marudź. Powiedz rodzicom, że dziś wrócę później. - i ruszyłem na dalszy spacer.
Zapadał
zmrok, a ja nadal przyglądałem się morzu, rozmyślając o różnych
sprawach. Po dłuższym czasie postanowiłem wracać do hotelu. Wlokłem się
brzegiem plaży, a nogi uginały się pode mną ze zmęczenia. Miałem ochotę
zostać tutaj do rana. Po kilku krokach dobiegł do mnie cichy dźwięk
gitary. Był spokojny, melodyczny. Skierowałem się w stronę, skąd
dobiegała muzyka.
Przy małym ognisku dostrzegłem bruneta o drobnej
posturze. Miał półdługie włosy i grzywkę zaczesaną na bok. Jego palce
delikatnie przebiegały po strunach pięknej, czarnej gitary. Miał wielki
talent. Jak zahipnotyzowany melodią, którą wykonywał, usiadłem tuż obok.
Zacząłem śpiewać słowa wymyślone na poczekaniu.Hand in mine, into your icy blues
And then I'd say to you we could take to the highway.
With this trunk of ammunition too
I'd end my days with you in a hail of bullets.
I'm trying, I'm trying...
Chłopak bardzo się zdziwił i odłożył instrument na bok.
-Eee... Czy my się znamy?
-Wybacz- odpowiedziałem po chwili- Po prostu spodobało mi się to, jak grasz...
-Em...
Dzięki.- chłopak posłał mi nieśmiały uśmiech.- Sorka, ale robi się już
późno. Muszę wracać. Może spotkamy się jutro o 14:00 w "Caffe Metro"?
-Ok.- i zanim się obejrzałem chłopaka już nie było.
Gdy
wróciłem do pokoju było około 1:30. Wszedłem cicho, starając się nie
hałasować, by nie obudzić brata. Szybko położyłem się do łóżka. Jeszcze
długo czas nie mogłem zasnąć. Męczyły mnie sny o...
niedziela, 14 października 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz