niedziela, 14 października 2012

Rozdział 1

Gerard

   Dzień był upalny. Słońce grzało niemiłosiernie. Było tak potwornie duszno, że miałem ochotę od razu wskoczyć do piękne wyglądającego morza.
   Było późne południe. Spacerowałem brzegiem morza i podziwiałem niebo, na którym słońce chyliło się już ku zachodowi. Spojrzałem w drugą stronę. Zauważyłem z daleka, że Mikey usiłuje rozpalić ognisko. Chciałem mu pomóc... a nie, nie chciałem, nie lubię go. Dlaczego? Bo jest rozbestwionym dzieciakiem, który wciąż włazi do mojego pokoju bez pozwolenia. O! I ciągle skarży na mnie rodzicom. Przebiegła mała bestia.
- GERARD! - krzyk młodego potwora dobiegł do mych uszu, wyrywając mnie z moich myśli. - Może byś tu do cholery przywlókł swój tyłek i mi pomógł?!
- Nie marudź. Powiedz rodzicom, że dziś wrócę później. - i ruszyłem na dalszy spacer.
Zapadał zmrok, a ja nadal przyglądałem się morzu, rozmyślając o różnych sprawach. Po dłuższym czasie postanowiłem wracać do hotelu. Wlokłem się brzegiem plaży, a nogi uginały się pode mną ze zmęczenia. Miałem ochotę zostać tutaj do rana. Po kilku krokach dobiegł do mnie cichy dźwięk gitary. Był spokojny, melodyczny. Skierowałem się w stronę, skąd dobiegała muzyka. 

   Przy małym ognisku dostrzegłem bruneta o drobnej posturze. Miał półdługie włosy i grzywkę zaczesaną na bok. Jego palce delikatnie przebiegały po strunach pięknej, czarnej gitary. Miał wielki talent. Jak zahipnotyzowany melodią, którą wykonywał, usiadłem tuż obok. Zacząłem śpiewać słowa wymyślone na poczekaniu.Hand in mine, into your icy blues
And then I'd say to you we could take to the highway.
With this trunk of ammunition too
I'd end my days with you in a hail of bullets.

I'm trying, I'm trying...


Chłopak bardzo się zdziwił i odłożył instrument na bok.
-Eee... Czy my się znamy?
-Wybacz- odpowiedziałem po chwili- Po prostu spodobało mi się to, jak grasz...
-Em... Dzięki.- chłopak posłał mi nieśmiały uśmiech.- Sorka, ale robi się już późno. Muszę wracać. Może spotkamy się jutro o 14:00 w "Caffe Metro"?
-Ok.- i zanim się obejrzałem chłopaka  już nie było.
Gdy wróciłem do pokoju było około 1:30.  Wszedłem cicho, starając się nie hałasować, by nie obudzić brata. Szybko położyłem się do łóżka. Jeszcze długo czas nie mogłem zasnąć. Męczyły mnie sny o...

0 komentarze:

Prześlij komentarz