niedziela, 14 października 2012

Rozdział 22

Gerard

    Przez moją głowę przeszło wiele myśli. Jak to przyjaciółmi? Nie, nie mógłbym żyć bez Franka, a co dopiero być przy nim i zostać tylko przyjacielem. Za każdym razem, gdybym chciał go pocałować, nie mógłbym, bo byliśmy tylko przyjaciółmi. Za każdym razem, kiedy... kiedy spojrzał bym na niego, towarzyszyło by mi uczucie.... Uczucie miłości do tego chłopaka. Ale nic bym nie mógł zrobić. Dlaczego? Bo bylibyśmy TYLKO przyjaciółmi. Gerard ty idioto! Przez swój tępy łeb straciłeś najdroższą ci osobę.
- A-ale jak to p-przyjaciółmi? - wyjąkałem z trudem.
- Po prostu. Nie chciałbym cię stracić, a raczej nie zaufam ci już TRZECI raz. - odparł beznamiętnie.
Ty debilu! - wyzywałem się w myślach. - Jak mogłeś dopuścić do takiego czegoś?!
Nie wiedziałem, co mam zrobić. Czy wyjść tak po prostu, czy zostać i próbować to wszystko jakoś odkręcić.
Postanowiłem. Nie wiedziałem, jak Frank na to zareaguje, ale co mi tam? Bardziej stracić go już nie mogę.
Patrząc prosto w jego czekoladowe oczy popchnąłem go na ścianę. Złapałem za nadgarstki i mocno wpiłem się w jego usta. Chłopak nie oddawał pocałunków, ale też nie protestował. Jak się wtedy czułem? Jak gówno. Nic niewarte gówno, które do reszty spieprzyło swoje, i tak zjebane, życie. Po dłuższej chwili jednak to on przejął inicjatywę. Zdziwiło mnie to. Dlaczego? Czy to miało być tak na pożegnanie? Teraz to ja opierałem się o ścianę. Wsadziłem mu moje lodowate ręce pod koszulkę. Przeszedł go dreszcz, co mnie jeszcze bardziej nakręciło. Byłem podniecony do niemożliwego stopnia.
Zjechałem w dół i delikatnie musnąłem językiem dolną wargę Franka. Poczułem, jak jego kąciki ust lekko uniosły się ku górze. Całowaliśmy się bez przerwy, na zaczerpnięcie powietrza. Delikatnie przygryzłem jego wargę i przyciągnąłem do siebie, na co on zamruczał jak kotek. Moje spodnie nagle stały się za ciasne. Do czego ten chłopak może doprowadzić zwykłymi pocałunkami? Sorki, niezwykłymi pocałunkami.
Nie mogłem dłużej czekać. Błyskawicznym ruchem zdjąłem z niego koszulkę. Był po prostu piękny. Idealny pod każdym względem. Blada skóra odznaczała się w ciemnościach. Kilka tatuaży zdobiło jego ramiona. Mmmm... Nie czekając na jakikolwiek ruch z mojej strony chłopak zrobił to samo z moją.Co się dzieje?! Najpierw mówi, że mamy zostać przyjaciółmi a teraz robi rzeczy, które prowadzą do wiadomego celu. Chociaż... może nie o to mu chodzi? Nieważne. Rzucił ją gdzieś w kąt, a ja korzystając z okazji popchnąłem go na łóżko.Położyłem się na nim i zacząłem całować go, zaczynając od ust, a kończąc na jego torsie. Zostawiałem mokre plamki na jego ciele. Coś mi mówi, że jak jutro się obudzi, to zastanie dużo słodkich pamiątek na szyi. Frank zaczął majstrować przy moim pasku, a fakt, że nasze ciała co chwilę się o siebie ocierały, uniemożliwiał mu rozpięcie go. Gerard, pamiętaj - następnym razem przyjdź bez paska. Ale czy będzie następny raz? Mam nadzieję. Spotykanie się z moim Frankiem to jest coś, bez czego nie mógłbym żyć, a co dopiero coś więcej... Poczułem, że moje spodnie znalazły się niżej niż powinny. Niegrzeczny Frank!
- Ej ty! Ładnie to tak rozbierać PRZYJACIELA?! - ostatnie słowo powiedziałem dobitnie. On jednak nic nie odpowiedział. Po chwili zostałem w samych bokserkach. Nie pozostawałem mu dłużny, tylko z jednym małym szczegółem. Chyba troszkę za mocno pociągnąłem jego rurki, bo przy okazji pozbyłem się też jego bielizny. Chłopak lekko się zarumienił. No tak, jeszcze nigdy nie widziałem go nagiego.
- Jesteś piękny. - powiedziałem. Po chwili ręka bruneta znalazła się na moim kroczu, na co zareagowałem przeciągłym jęknięciem.
Przeniosłem się z pocałunkami troszkę niżej. Niżej... niżej... Polizałem delikatnie jego podbrzusze. Chłopaka przeszedł dreszcz podniecenia.
- G-Gee! - sapnął.
- Słucham, kochanie?  - wymruczałem mu do ucha, po czym lekko je przygryzłem.
- Zrób! Zrób TO! - wyjęczał.
- Ale co? - Tak! Niech to powie! Jestem zły. Każę mówić takie rzeczy "niewinnemu" aniołkowi.
- Pieprz się ze mną! Tu i teraz! - ostatnie słowa prawie wykrzyczał. Nie spodziewałem się tego po nim.
Zszedłem z niego i usiadłem na drugim końcu łóżka. Skrzyżowałem ręce na piersi. Chłopak posłał mi nieme, pytające spojrzenie.
- Nie. - odpowiedziałem na jego prośbę, a raczej rozkaz. Dodałem jeszcze do tego poważny wyraz twarzy, co całkiem zaskoczyło bruneta.
- Co powiedziałeś? - spytał z niedowierzaniem.
- Słyszałeś. Nie. - odparłem i wsunąłem nogi pod kołdrę, żeby zakryć to i owo. Robiłem to specjalnie. Chciałem zobaczyć jego reakcję.
Frank podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał na mnie. Potem zjechał spojrzeniem na kołdrę. Na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmiech. Oł, to nie wróży nic dobrego.
Chłopak po chwili wsunął się pod pościel i zaczął zmierzać w moim kierunku. O cholera. Boję się go! Weźcie mi go stąd! On chce mi zrobić coś niedobrego!
Już miałem zerwać się i uciekać, gdy poczułem, że brunet złapał mnie za kostki i silnym ruchem wciągnął pod kołdrę. Plecami i głową uderzyłem o miękki materac. Frank położył się na mnie i zaczął całować po szyi.
- Frank, co ty... - nie zdążyłem nic powiedzieć, bo wpił się w moje wargi. Dłońmi zaczął błądzić po całym moim ciele. Oderwał się ode mnie ustami i zaczął składać pocałunki na mojej szyi.
Chwilę później jego język znaczył ślady na mojej torsie. Nie powiem, że mi się to nie podobało, bo tak nie było, ale Frank mnie przerażał. Gdzie zniknął ten nieśmiały, wstydliwy chłopak? I co tu robi ta napalona bestia?
Język bruneta zaczął zjeżdżać coraz niżej. Przesuwał się delikatnie po moim podbrzuszu. Ciszę rozdarł mój głośny jęk, kiedy chłopak polizał całą długość mojej męskości.
- Frank! - krzyknąłem, nie mogąc się powstrzymać.
Brunet podniósł się i już po chwili jego głową znalazła się nad moją. Odkrył trochę kołdrę, tak, że teraz mogłem go dokładnie obejrzeć. Jego klatka piersiowa poruszała się w górę i w dół w nierównym tempie. Na jego ślicznej, jak dotąd niewinnej buzi, malowało się pożądanie i agresja.
- Co?! - spytał chamsko. No tak, pretensje do mnie, że mu przerwałem jakże cudowne zajęcie.
- Proszę, nie gwałć mnie - powiedziałem błagalnie.
- Skoro nie chcesz... - odparł cicho i ze smutkiem w oczach spuścił głowę.
- Serio? - nie dowierzałem własnym uszom. Tak po prostu mi odpuścił?
- Nie! - powiedział, po czym wybuchł głośnym śmiechem. No tak, tego się mogłem po nim spodziewać.
Ponownie przykrył nas całych pościelą i zaczął składać pocałunki na całym moim ciele.
  Zadrżałem, gdy poczułem jego usta na mojej męskości. Co on ma zamiar zrobić? Głupio się pytam... Zaskoczył mnie już po raz drugi dzisiaj.
Składał delikatne pocałunki na czubku, by potem wziąć go całego do ust. Oh! Tak! Poruszał głową w górę i w dół, co doprowadzało mnie do istnego szaleństwa. Byłem już na granicy. Jeszcze tylko chwila i... Nagle chłopak przestał. Jak gdyby nigdy nic przestał. Ja tu już prawię dochodzę, a on przestał! Dobrze wie, że już dłużej nie wytrzymam! Błagam Frank, dokończ to, bo zaraz dojdę w kołdrę. Wspominałem jak było mi przyjemnie? Chłopak robił to z taką wprawą... Nie wyglądało na to, że to jego pierwszy raz.
Po chwili poczułem jego mokry palec między pośladkami. Potem drugi i trzeci, a następnie silny ból. Ciszę rozdarł mój krzyk. Nie wiedziałem, że będzie do takiego czegoś zdolny. Szczególnie po tym pocałunku z Vicki. Myślałem, że mi nie wybaczy, a tu proszę, jaka zmiana scenariusza.
Ból nie ustawał, wręcz przeciwnie. Zaczął się nasilać i mieszać z falami rozkoszy. Brunet coraz brutalniej się we mnie poruszał. Nawet nie starał się być odrobinę delikatniejszy. Chwilę później już na mnie leżał, nadal poruszając energicznie biodrami. Delikatnie, co bardzo mnie zdziwiło, całował moją szyję.
  Doszliśmy prawie w tym samym momencie. Frank zdyszany opuścił moje ciało. Oboje opadliśmy zmęczeni na łóżko. Wtuliłem się w klatkę piersiową mego towarzysza, a on odkrył kołdrę do połowy. W moje nozdrza uderzyło zimne, wręcz lodowate powietrza. Wziąłem głęboki wdech i zamknąłem oczy, w celu zaśnięcia.
- Kochanie, jeśli myślisz, że to koniec, to bardzo się mylisz. - brunet wyszeptał wprost  do mojego ucha.
- C-co? - wyjąkałem, gwałtownie otwierając oczy. Dopiero teraz, gdy jasna poświata księżyca oświetlała jego twarz, mogłem się mu dokładniej przyjrzeć.
Cała jego twarz, szyja i klatka piersiowa świeciły się od potu. Mokra grzywka opadała mu na czoło i przyklejała się do niego. Jego oczy, które w takich ciemnościach wydawały się czarne, patrzyły na mnie z pożądaniem.
Chłopak usiadł na mnie okrakiem i wpił się agresywnie w moje usta.

                                            ***
- Frank, błagam! Dość! - z trudem zepchnąłem z siebie bruneta. Byłem już strasznie zmęczony, a jemu ciągle było mało.
Z ledwością podniosłem się na łokciach, by spojrzeć na zegarek. Było już wczesne rano. No pięknie. Całą noc pieprzyłem się z Iero. A skoro już o nim mowa. Leżał obok mnie na łóżku i śmiał się jak idiota. Gdybym nie był tak wykończony, z pewnością bym go udusił.
- Kochanie... - wyszeptał, kładąc się na mnie.
- Nie Frank, jestem zmęczony. Idę spać. - odpowiedziałem, a on nachylił się do mnie i delikatnie musnął swoimi wargami moje usta. Widziałem, że on również jest śpiący.
Po chwili Frank ułożył się obok mnie na łóżku. Naciągnąłem na nas kołdrę i wtuliłem się w tors chłopaka. Frank zaczął głaskać mnie po głowie, jak pieska. Zmrużyłem oczy i zasnąłem.

                                           ***              
                      
 Otworzyłem oczy. Było mi zimno. Tylko ciepło Franka, na którym leżałem ogrzewało mnie choć trochę. Kołdra była chyba na podłodze, a my sami byliśmy nadzy. Przez chwilę podziwiałem jego plecy, na których znajdowało się kilka małych tatuaży. I jaki miał fajny tyłek! Nie mogłem się powstrzymać i delikatnie przejechałem po nim dłonią, na co brunet lekko zadrżał.  Powoli zwlokłem się z łóżka, by nie obudzić mojego misiaczka,podniosłem okrycie i wróciłem do Franka. Wtuliłem się w niego, okrywając nas. Chłopak lekko zmrużył oczy. 
- Dzień dobry, skarbie. - posłałem mu najpiękniejszy uśmiech.
- Cześć. - uśmiechnął się lekko i złączył nasze usta w delikatnym pocałunku.
- I nadal chcesz być tylko moim przyjacielem? - spytałem, kończąc pieszczotę.
Chłopak ziewnął słodko, po czym
- Tak Gee, chce być twoim przyjacielem. - tu się na chwilkę zatrzymał, by sprawdzić moją reakcję. I chyba dostał taką, jakiej się spodziewał. - Ale chcę być też kimś więcej. Nie mógłbym cię stracić. Za wiele dla mnie znaczysz. - pocałował mnie w usta. Oddałem pocałunek bardziej agresywnie. Ulżyło mi. Kocham Franka mocniej niż kogokolwiek na świecie i nie przeżyłbym, gdybym miał go stracić.
- Kocham cię. - powiedziałem tylko to, bo wiem, że te dwa słowa są dla Franka jak tysiąc innych, które mógłbym mu tu i teraz wyrecytować na pamięć.
Trwaliśmy jeszcze chwilę w tym słodkim buziaczku.
- Jesteś tylko mój... - szepnął mi do ucha.
- Hm... Podoba mi się taki układ. - wymruczałem pocałowałem go w czoło.
- A, Frankie?
- Tak?
- Miałeś wcześniej jakiegoś chłopaka? - spytałem.
- Nie, a czemu pytasz? - odparł i zmarszczył zabawnie brwi.
- No bo nieźle robisz... wiesz... - spojrzałem w dół, żeby wyjaśnić chłopakowi, o co mi chodzi.
- A, to nic. Po prostu moja matka pracowała w lodziarni i robiła świetne lody. I wiesz, przekazała mi geny - mówiąc to wyszczerzył się pięknie.
- Głupek - zaśmiałem się i pocałowałem go delikatnie.
- Powinienem już pójść. Matka się na pewno martwi i twoja też pewnie nie ma nastroju. A zwłaszcza, jeśli chodzi o mnie.
- Skoro musisz... - zrobił smutną minkę.
- Wrócę. Najszybciej jak się da. A w międzyczasie możemy pisać i rozmawiać przez fona. - powiedziałem i zacząłem zbierać swoje ubrania.
- To nie to samo! Przez telefon nie mogę cię pocałować.
Podszedłem do łóżka, ująłem jego podbródek i delikatnie musnąłem jest wargi.
- Kocham cię. - powtórzyłem i wyszedłem z pokoju, zostawiając Franka samego. Poszedłem do łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic i ubrałem się.
  Szedłem najciszej jak się tylko da, by nie obudzić matki bruneta. Chociaż i tak pewnie nie spała przez nas całą noc. Ciekawe, że do nas nie przyszła. W sumie to nawet dobrze...
 Poczułem wibrację. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i spojrzałem na wyświetlacz. "Frankie". Chyba za bardzo dosłownie wziął sobie moje słowa, że możemy w międzyczasie pisać... Nawet nie odszedłem kilku kroków od jego domu, a już się za mną stęsknił.
Zacząłem pisać do niego sms-a, gdy nagle usłyszałem cichy pisk. 
Skierowałem się w jego stronę, aż wydawał się być dosyć głośny. Po chwili ujrzałem skąd dochodził ów dźwięk. Mały psiak leżał skulony obok jakiś kartonów. Miał posklejaną błotem złotawą sierść. Duże, czarne oczy spoglądały na mnie znad malutkiego brązowego noska. Był taki śliczny. Jakby Frankie go zobaczył, to już nikomu by nie oddał. Właśnie... Frank! Mam idealny pomysł!
Ostrożnie kucnąłem i wyciągnąłem rękę w kierunku psa. Ten tylko wesoło szczeknął i zaczął merdać ogonem. Odruchowo cofnąłem się kilka kroków, a on chyba nawet tego nie zauważył, bo po chwili rzucił się na mnie i zaczął lizać po rękach. Był nawet przyjaźnie nastawiony do ludzi. Nie gryzł, nie wydawał się być groźny. Postanowiłem wziąć go do domu. Moja mama się ucieszy. Na pewno wyrzuci mnie z domu razem z psiakiem.
                                          ***
- Co, co to jest? - spytała z niedowierzaniem moja matka.
- Pies. - cięta riposta! Aż się uśmiechnąłem pod nosem.
Siedziałem właśnie w kuchni, gdy Mikey wraz z moim ojcem wygłupiali się ze zwierzakiem.
- Chyba wiem, że to jest pies! Tylko co on robi w naszym domu?! - wrzasnęła kobieta i zgromiła mnie wzrokiem.  Matka od zawsze nie tolerowała zwierząt w domu. Jak byłem mały to z Mikeyem chcieliśmy mieć choćby chomika, ale widzimisię mojej matki na to nie pozwoliły.
- Znalazłem go na ulicy. Był taki słodki... No i wziąłem go do domu.
- To masz się go natychmiast pozbyć!
- Kochanie... uspokój się. To tylko mały piesek. - ojciec puścił do mnie oczko, po czym dał znać ręką, że się tym zajmie. Przynajmniej on był po mojej stronie... Chociaż raz.
Posłusznie udałem się do swojego pokoju ciągnąc za rękaw Mikey'a, który ten zaś niósł na rękach zwierzaka.
 Usiadłem na łóżko i przyglądałem się mojemu bratu, bawiącemu się z czworonogiem. Był taki wesoły... Oboje byli.
- Dobra, ja idę sprawdzić jak tam rozmowa... - Mike zatrzasnął za sobą drzwi.   
 Pogłaskałem psiaka po czubku głowy. Fu! Śmierdział!
- Trzeba cię wykąpać. - powiedziałem i wziąłem go na ręce, zanosząc do, na szczęście, mojej łazienki. Nalałem wody do wanny. W tym czasie podszedłem do szafki po jakiś szampon. Wiem, że nie powinienem go myć takim dla ludzi, ale cóż... nie byłem przygotowany. No bo kto normalny, ten kto nie ma psa, trzyma szampon dla zwierząt w domu?
Ostatni raz sprawdziłem temperaturę wody i włożyłem zwierzę do wanny. Gdy tylko poczuł dotyk letniej wody zaczął mi się wyrywać. Z trudem utrzymałem go na miejscu. Rozprowadziłem szampon na jego sierści. Po chwili po całej łazience walały się kłębki piany.
Nagle poczułem, że mi... mokro. Jeden nieuważny ruch i wylądowałem w wannie razem z psem. Czy mi się wydawało, czy on się cieszył? Odbija mi!
Wygramoliłem, się i poszedłem znaleźć sobie coś czystego i przede wszystkim suchego.
-Złaź!-krzyknąłem na zwierzaka, który wyjątkowo wesoło tarzał się na moim łóżku, zostawiając mokre ślady na pościeli. Poszedłem z powrotem do łazienki i po kilku minutach tuliłem go do siebie, okrytego ręcznikiem.
Frank będzie zazdrosny... - pomyślałem, po czym roześmiałem się na cały głos.
 Drzwi się otworzyły i do pokoju wleciał Mikey z zacieszem na twarzy.Nie musiałem pytać, czy się zgodziła, czy nie. Widziałem to. Odruchowo rzuciłem się bratu na szyję i zacząłem tańczyć z nim po całym pomieszczeniu. Ktoś, kto by patrzał na to, jako osoba trzecia, pomyślałby, że wygraliśmy w totka, albo że zupełnie nam odbiło. To będzie idealny prezent dla Franka. Wyobrażam sobie jego minę, jak go zobaczy... Te duże czekoladowe oczy. Te pełne, piękne usta wyginające się w uśmiechu. Półdługie włosy sięgające do ramion i w końcu on... Frank bawiący się z małym pieskiem.
Musiałem tylko mu jakoś "specjalnie" o tym powiedzieć...
***
 Stanąłem przed jego drzwiami, w których po chwili się pojawił. Z poważną miną wszedłem do środka. Starałem się nie wybuchnąć śmiechem przy najbliższej okazji.
Pamiętaj Gerard: powaga, pokerfejs i smutek.
- Po co przyszedłeś? Widzieliśmy przed paroma godzinami. - powiedział z ironiczną miną.
- O przepraszam! To ty jak nawet nie zdążyłem wyjść z domu, już napisałeś mi esa. - odparłem niby naburmuszony.
- Fakt. Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki. W sumie to przyszedłem poważnie z tobą porozmawiać. - wysiliłem się na poważny ton.
- Co się stało? - spytał zaniepokojony. Na twarzy malował mu się strach, zmieszany ze smutkiem i przerażeniem.
- Frankie...No bo... Jakby ci to powiedzieć...  Znalazłem sobie kogoś... - wypaliłem.
W oczach stanęły mu łzy, które po chwili miały spłynąć po policzku chłopaka.
- Rozumiem, tylko powiedz, czemu mi to mówisz?
- To jest chłopak. - kontynuowałem niby niewzruszony. Tak, wiem,że to wredne. Ale nie pomyślałem wcześniej.
- Czemu? - powtórzył. Nie no, nie wytrzymałem. Wybuchnąłem niekontrolowanym śmiechem.
- I to jest kurwa śmieszne?! - po raz pierwszy (dobra, po raz drugi) usłyszałem przekleństwo z ust chłopaka. Pięknych ust. - Czy cię to naprawdę bawi?! Lubisz krzywdzić tych, którym na tobie zależy?! Tych, którzy cię kochają?! Spierdalaj! - krzyknął mi prosto w twarz, po czym odwrócił się w kierunku kuchni.
Gerard, debilu, chyba przesadziłeś. Nie czekając chwyciłem Franka za rękę, obróciłem przodem do siebie i gwałtownie wpiłem się w jego usta. Nie oddawał pocałunku, który po chwili przerwałem, by zaczerpnąć powietrza.
- A wspominałem, że to jest pies? - po raz kolejny się zaśmiałem.
- C-co?
- No, to jest pies.
- Jak pies?
- Prezent. Dla ciebie.
- Czy ja o czymś nie wiem?
- Już wiesz...  Idź się ogarnąć, jedziemy do sklepy po jakieś zabawki i inne tego typu rzeczy.
- Ok. - chłopak był w lekkim szoku. - Ale Gee, powiedz mi coś...
- No?
- Co ci odwaliło?
- Miłość do pewnego chłopaka o czekoladowych oczach, ciemnych włosach, sięgających do ramion, delikatnych rysach twarzy, którego kocham i nigdy nie przestanę....
Chciałem dodać coś jeszcze, ale chłopak wskoczył na mnie i zamknął mi usta zaborczym pocałunkiem.
- Też cię kocham, głupku. - wyszeptał między pocałunkami.

0 komentarze:

Prześlij komentarz