Gerard
Przez moją głowę przeszło wiele myśli. Jak to
przyjaciółmi? Nie, nie mógłbym żyć bez Franka, a co dopiero być przy nim
i zostać tylko przyjacielem. Za każdym razem, gdybym chciał go
pocałować, nie mógłbym, bo byliśmy tylko przyjaciółmi. Za każdym razem,
kiedy... kiedy spojrzał bym na niego, towarzyszyło by mi uczucie....
Uczucie miłości do tego chłopaka. Ale nic bym nie mógł zrobić. Dlaczego?
Bo bylibyśmy TYLKO przyjaciółmi. Gerard ty idioto! Przez swój tępy łeb
straciłeś najdroższą ci osobę.
- A-ale jak to p-przyjaciółmi? - wyjąkałem z trudem.
- Po prostu. Nie chciałbym cię stracić, a raczej nie zaufam ci już TRZECI raz. - odparł beznamiętnie.
Ty debilu! - wyzywałem się w myślach. - Jak mogłeś dopuścić do takiego czegoś?!
Nie wiedziałem, co mam zrobić. Czy wyjść tak po prostu, czy zostać i próbować to wszystko jakoś odkręcić.
Postanowiłem. Nie wiedziałem, jak Frank na to zareaguje, ale co mi tam? Bardziej stracić go już nie mogę.
Patrząc
prosto w jego czekoladowe oczy popchnąłem go na ścianę. Złapałem za
nadgarstki i mocno wpiłem się w jego usta. Chłopak nie oddawał
pocałunków, ale też nie protestował. Jak się wtedy czułem? Jak gówno.
Nic niewarte gówno, które do reszty spieprzyło swoje, i tak zjebane,
życie. Po dłuższej chwili jednak to on przejął inicjatywę. Zdziwiło mnie
to. Dlaczego? Czy to miało być tak na pożegnanie? Teraz to ja opierałem
się o ścianę. Wsadziłem mu moje lodowate ręce pod koszulkę. Przeszedł
go dreszcz, co mnie jeszcze bardziej nakręciło. Byłem podniecony do
niemożliwego stopnia.
Zjechałem w dół i delikatnie musnąłem językiem
dolną wargę Franka. Poczułem, jak jego kąciki ust lekko uniosły się ku
górze. Całowaliśmy się bez przerwy, na zaczerpnięcie powietrza.
Delikatnie przygryzłem jego wargę i przyciągnąłem do siebie, na co on
zamruczał jak kotek. Moje spodnie nagle stały się za ciasne. Do czego
ten chłopak może doprowadzić zwykłymi pocałunkami? Sorki, niezwykłymi
pocałunkami.
Nie mogłem dłużej czekać. Błyskawicznym ruchem zdjąłem z
niego koszulkę. Był po prostu piękny. Idealny pod każdym względem.
Blada skóra odznaczała się w ciemnościach. Kilka tatuaży zdobiło jego
ramiona. Mmmm... Nie czekając na jakikolwiek ruch z mojej strony chłopak
zrobił to samo z moją.Co się dzieje?! Najpierw mówi, że mamy zostać
przyjaciółmi a teraz robi rzeczy, które prowadzą do wiadomego celu.
Chociaż... może nie o to mu chodzi? Nieważne. Rzucił ją gdzieś w kąt, a
ja korzystając z okazji popchnąłem go na łóżko.Położyłem się na nim i
zacząłem całować go, zaczynając od ust, a kończąc na jego torsie.
Zostawiałem mokre plamki na jego ciele. Coś mi mówi, że jak jutro się
obudzi, to zastanie dużo słodkich pamiątek na szyi. Frank zaczął
majstrować przy moim pasku, a fakt, że nasze ciała co chwilę się o
siebie ocierały, uniemożliwiał mu rozpięcie go. Gerard, pamiętaj -
następnym razem przyjdź bez paska. Ale czy będzie następny raz? Mam
nadzieję. Spotykanie się z moim Frankiem to jest coś, bez czego nie
mógłbym żyć, a co dopiero coś więcej... Poczułem, że moje spodnie
znalazły się niżej niż powinny. Niegrzeczny Frank!
- Ej ty! Ładnie to
tak rozbierać PRZYJACIELA?! - ostatnie słowo powiedziałem dobitnie. On
jednak nic nie odpowiedział. Po chwili zostałem w samych bokserkach. Nie
pozostawałem mu dłużny, tylko z jednym małym szczegółem. Chyba troszkę
za mocno pociągnąłem jego rurki, bo przy okazji pozbyłem się też jego
bielizny. Chłopak lekko się zarumienił. No tak, jeszcze nigdy nie
widziałem go nagiego.
- Jesteś piękny. - powiedziałem. Po chwili ręka bruneta znalazła się na moim kroczu, na co zareagowałem przeciągłym jęknięciem.
Przeniosłem
się z pocałunkami troszkę niżej. Niżej... niżej... Polizałem delikatnie
jego podbrzusze. Chłopaka przeszedł dreszcz podniecenia.
- G-Gee! - sapnął.
- Słucham, kochanie? - wymruczałem mu do ucha, po czym lekko je przygryzłem.
- Zrób! Zrób TO! - wyjęczał.
- Ale co? - Tak! Niech to powie! Jestem zły. Każę mówić takie rzeczy "niewinnemu" aniołkowi.
- Pieprz się ze mną! Tu i teraz! - ostatnie słowa prawie wykrzyczał. Nie spodziewałem się tego po nim.
Zszedłem z niego i usiadłem na drugim końcu łóżka. Skrzyżowałem ręce na piersi. Chłopak posłał mi nieme, pytające spojrzenie.
-
Nie. - odpowiedziałem na jego prośbę, a raczej rozkaz. Dodałem jeszcze
do tego poważny wyraz twarzy, co całkiem zaskoczyło bruneta.
- Co powiedziałeś? - spytał z niedowierzaniem.
-
Słyszałeś. Nie. - odparłem i wsunąłem nogi pod kołdrę, żeby zakryć to i
owo. Robiłem to specjalnie. Chciałem zobaczyć jego reakcję.
Frank
podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał na mnie. Potem zjechał
spojrzeniem na kołdrę. Na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmiech. Oł,
to nie wróży nic dobrego.
Chłopak po chwili wsunął się pod pościel i
zaczął zmierzać w moim kierunku. O cholera. Boję się go! Weźcie mi go
stąd! On chce mi zrobić coś niedobrego!
Już miałem zerwać się i
uciekać, gdy poczułem, że brunet złapał mnie za kostki i silnym ruchem
wciągnął pod kołdrę. Plecami i głową uderzyłem o miękki materac. Frank
położył się na mnie i zaczął całować po szyi.
- Frank, co ty... -
nie zdążyłem nic powiedzieć, bo wpił się w moje wargi. Dłońmi zaczął
błądzić po całym moim ciele. Oderwał się ode mnie ustami i zaczął
składać pocałunki na mojej szyi.
Chwilę później jego język znaczył
ślady na mojej torsie. Nie powiem, że mi się to nie podobało, bo tak nie
było, ale Frank mnie przerażał. Gdzie zniknął ten nieśmiały, wstydliwy
chłopak? I co tu robi ta napalona bestia?
Język bruneta zaczął
zjeżdżać coraz niżej. Przesuwał się delikatnie po moim podbrzuszu. Ciszę
rozdarł mój głośny jęk, kiedy chłopak polizał całą długość mojej
męskości.
- Frank! - krzyknąłem, nie mogąc się powstrzymać.
Brunet
podniósł się i już po chwili jego głową znalazła się nad moją. Odkrył
trochę kołdrę, tak, że teraz mogłem go dokładnie obejrzeć. Jego klatka
piersiowa poruszała się w górę i w dół w nierównym tempie. Na jego
ślicznej, jak dotąd niewinnej buzi, malowało się pożądanie i agresja.
- Co?! - spytał chamsko. No tak, pretensje do mnie, że mu przerwałem jakże cudowne zajęcie.
- Proszę, nie gwałć mnie - powiedziałem błagalnie.
- Skoro nie chcesz... - odparł cicho i ze smutkiem w oczach spuścił głowę.
- Serio? - nie dowierzałem własnym uszom. Tak po prostu mi odpuścił?
- Nie! - powiedział, po czym wybuchł głośnym śmiechem. No tak, tego się mogłem po nim spodziewać.
Ponownie przykrył nas całych pościelą i zaczął składać pocałunki na całym moim ciele.
Zadrżałem, gdy poczułem jego usta na mojej męskości. Co on ma zamiar
zrobić? Głupio się pytam... Zaskoczył mnie już po raz drugi dzisiaj.
Składał
delikatne pocałunki na czubku, by potem wziąć go całego do ust. Oh!
Tak! Poruszał głową w górę i w dół, co doprowadzało mnie do istnego
szaleństwa. Byłem już na granicy. Jeszcze tylko chwila i... Nagle
chłopak przestał. Jak gdyby nigdy nic przestał. Ja tu już prawię
dochodzę, a on przestał! Dobrze wie, że już dłużej nie wytrzymam! Błagam
Frank, dokończ to, bo zaraz dojdę w kołdrę. Wspominałem jak było mi
przyjemnie? Chłopak robił to z taką wprawą... Nie wyglądało na to, że to
jego pierwszy raz.
Po chwili poczułem jego mokry palec między
pośladkami. Potem drugi i trzeci, a następnie silny ból. Ciszę rozdarł
mój krzyk. Nie wiedziałem, że będzie do takiego czegoś zdolny.
Szczególnie po tym pocałunku z Vicki. Myślałem, że mi nie wybaczy, a tu
proszę, jaka zmiana scenariusza.
Ból nie ustawał, wręcz przeciwnie.
Zaczął się nasilać i mieszać z falami rozkoszy. Brunet coraz brutalniej
się we mnie poruszał. Nawet nie starał się być odrobinę delikatniejszy.
Chwilę później już na mnie leżał, nadal poruszając energicznie biodrami.
Delikatnie, co bardzo mnie zdziwiło, całował moją szyję.
Doszliśmy prawie w tym samym momencie. Frank zdyszany opuścił moje
ciało. Oboje opadliśmy zmęczeni na łóżko. Wtuliłem się w klatkę
piersiową mego towarzysza, a on odkrył kołdrę do połowy. W moje nozdrza
uderzyło zimne, wręcz lodowate powietrza. Wziąłem głęboki wdech i
zamknąłem oczy, w celu zaśnięcia.
- Kochanie, jeśli myślisz, że to koniec, to bardzo się mylisz. - brunet wyszeptał wprost do mojego ucha.
-
C-co? - wyjąkałem, gwałtownie otwierając oczy. Dopiero teraz, gdy jasna
poświata księżyca oświetlała jego twarz, mogłem się mu dokładniej
przyjrzeć.
Cała jego twarz, szyja i klatka piersiowa świeciły się od
potu. Mokra grzywka opadała mu na czoło i przyklejała się do niego.
Jego oczy, które w takich ciemnościach wydawały się czarne, patrzyły na
mnie z pożądaniem.
Chłopak usiadł na mnie okrakiem i wpił się agresywnie w moje usta.
***
- Frank, błagam! Dość! - z trudem zepchnąłem z siebie bruneta. Byłem już strasznie zmęczony, a jemu ciągle było mało.
Z
ledwością podniosłem się na łokciach, by spojrzeć na zegarek. Było już
wczesne rano. No pięknie. Całą noc pieprzyłem się z Iero. A skoro już o
nim mowa. Leżał obok mnie na łóżku i śmiał się jak idiota. Gdybym nie
był tak wykończony, z pewnością bym go udusił.
- Kochanie... - wyszeptał, kładąc się na mnie.
-
Nie Frank, jestem zmęczony. Idę spać. - odpowiedziałem, a on nachylił
się do mnie i delikatnie musnął swoimi wargami moje usta. Widziałem, że
on również jest śpiący.
Po chwili Frank ułożył się obok mnie na
łóżku. Naciągnąłem na nas kołdrę i wtuliłem się w tors chłopaka. Frank
zaczął głaskać mnie po głowie, jak pieska. Zmrużyłem oczy i zasnąłem.
***
Otworzyłem
oczy. Było mi zimno. Tylko ciepło Franka, na którym leżałem ogrzewało
mnie choć trochę. Kołdra była chyba na podłodze, a my sami byliśmy
nadzy. Przez chwilę podziwiałem jego plecy, na których znajdowało się
kilka małych tatuaży. I jaki miał fajny tyłek! Nie mogłem się
powstrzymać i delikatnie przejechałem po nim dłonią, na co brunet lekko
zadrżał. Powoli zwlokłem się z łóżka, by nie obudzić mojego
misiaczka,podniosłem okrycie i wróciłem do Franka. Wtuliłem się w niego,
okrywając nas. Chłopak lekko zmrużył oczy.
- Dzień dobry, skarbie. - posłałem mu najpiękniejszy uśmiech.
- Cześć. - uśmiechnął się lekko i złączył nasze usta w delikatnym pocałunku.
- I nadal chcesz być tylko moim przyjacielem? - spytałem, kończąc pieszczotę.
Chłopak ziewnął słodko, po czym
-
Tak Gee, chce być twoim przyjacielem. - tu się na chwilkę zatrzymał, by
sprawdzić moją reakcję. I chyba dostał taką, jakiej się spodziewał. -
Ale chcę być też kimś więcej. Nie mógłbym cię stracić. Za wiele dla mnie
znaczysz. - pocałował mnie w usta. Oddałem pocałunek bardziej
agresywnie. Ulżyło mi. Kocham Franka mocniej niż kogokolwiek na świecie i
nie przeżyłbym, gdybym miał go stracić.
- Kocham cię. - powiedziałem
tylko to, bo wiem, że te dwa słowa są dla Franka jak tysiąc innych,
które mógłbym mu tu i teraz wyrecytować na pamięć.
Trwaliśmy jeszcze chwilę w tym słodkim buziaczku.
- Jesteś tylko mój... - szepnął mi do ucha.
- Hm... Podoba mi się taki układ. - wymruczałem pocałowałem go w czoło.
- A, Frankie?
- Tak?
- Miałeś wcześniej jakiegoś chłopaka? - spytałem.
- Nie, a czemu pytasz? - odparł i zmarszczył zabawnie brwi.
- No bo nieźle robisz... wiesz... - spojrzałem w dół, żeby wyjaśnić chłopakowi, o co mi chodzi.
-
A, to nic. Po prostu moja matka pracowała w lodziarni i robiła świetne
lody. I wiesz, przekazała mi geny - mówiąc to wyszczerzył się pięknie.
- Głupek - zaśmiałem się i pocałowałem go delikatnie.
- Powinienem już pójść. Matka się na pewno martwi i twoja też pewnie nie ma nastroju. A zwłaszcza, jeśli chodzi o mnie.
- Skoro musisz... - zrobił smutną minkę.
-
Wrócę. Najszybciej jak się da. A w międzyczasie możemy pisać i
rozmawiać przez fona. - powiedziałem i zacząłem zbierać swoje ubrania.
- To nie to samo! Przez telefon nie mogę cię pocałować.
Podszedłem do łóżka, ująłem jego podbródek i delikatnie musnąłem jest wargi.
-
Kocham cię. - powtórzyłem i wyszedłem z pokoju, zostawiając Franka
samego. Poszedłem do łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic i ubrałem
się.
Szedłem najciszej jak się tylko da, by nie obudzić matki
bruneta. Chociaż i tak pewnie nie spała przez nas całą noc. Ciekawe, że
do nas nie przyszła. W sumie to nawet dobrze...
Poczułem wibrację.
Wyciągnąłem z kieszeni telefon i spojrzałem na wyświetlacz. "Frankie".
Chyba za bardzo dosłownie wziął sobie moje słowa, że możemy w
międzyczasie pisać... Nawet nie odszedłem kilku kroków od jego domu, a
już się za mną stęsknił.
Zacząłem pisać do niego sms-a, gdy nagle usłyszałem cichy pisk.
Skierowałem
się w jego stronę, aż wydawał się być dosyć głośny. Po chwili ujrzałem
skąd dochodził ów dźwięk. Mały psiak leżał skulony obok jakiś kartonów.
Miał posklejaną błotem złotawą sierść. Duże, czarne oczy spoglądały na
mnie znad malutkiego brązowego noska. Był taki śliczny. Jakby Frankie go
zobaczył, to już nikomu by nie oddał. Właśnie... Frank! Mam idealny
pomysł!
Ostrożnie kucnąłem i wyciągnąłem rękę w kierunku psa. Ten
tylko wesoło szczeknął i zaczął merdać ogonem. Odruchowo cofnąłem się
kilka kroków, a on chyba nawet tego nie zauważył, bo po chwili rzucił
się na mnie i zaczął lizać po rękach. Był nawet przyjaźnie nastawiony do
ludzi. Nie gryzł, nie wydawał się być groźny. Postanowiłem wziąć go do
domu. Moja mama się ucieszy. Na pewno wyrzuci mnie z domu razem z
psiakiem.
***
- Co, co to jest? - spytała z niedowierzaniem moja matka.
- Pies. - cięta riposta! Aż się uśmiechnąłem pod nosem.
Siedziałem właśnie w kuchni, gdy Mikey wraz z moim ojcem wygłupiali się ze zwierzakiem.
-
Chyba wiem, że to jest pies! Tylko co on robi w naszym domu?! -
wrzasnęła kobieta i zgromiła mnie wzrokiem. Matka od zawsze nie
tolerowała zwierząt w domu. Jak byłem mały to z Mikeyem chcieliśmy mieć
choćby chomika, ale widzimisię mojej matki na to nie pozwoliły.
- Znalazłem go na ulicy. Był taki słodki... No i wziąłem go do domu.
- To masz się go natychmiast pozbyć!
-
Kochanie... uspokój się. To tylko mały piesek. - ojciec puścił do mnie
oczko, po czym dał znać ręką, że się tym zajmie. Przynajmniej on był po
mojej stronie... Chociaż raz.
Posłusznie udałem się do swojego pokoju ciągnąc za rękaw Mikey'a, który ten zaś niósł na rękach zwierzaka.
Usiadłem na łóżko i przyglądałem się mojemu bratu, bawiącemu się z czworonogiem. Był taki wesoły... Oboje byli.
- Dobra, ja idę sprawdzić jak tam rozmowa... - Mike zatrzasnął za sobą drzwi.
Pogłaskałem psiaka po czubku głowy. Fu! Śmierdział!
-
Trzeba cię wykąpać. - powiedziałem i wziąłem go na ręce, zanosząc do,
na szczęście, mojej łazienki. Nalałem wody do wanny. W tym czasie
podszedłem do szafki po jakiś szampon. Wiem, że nie powinienem go myć
takim dla ludzi, ale cóż... nie byłem przygotowany. No bo kto normalny,
ten kto nie ma psa, trzyma szampon dla zwierząt w domu?
Ostatni raz
sprawdziłem temperaturę wody i włożyłem zwierzę do wanny. Gdy tylko
poczuł dotyk letniej wody zaczął mi się wyrywać. Z trudem utrzymałem go
na miejscu. Rozprowadziłem szampon na jego sierści. Po chwili po całej
łazience walały się kłębki piany.
Nagle poczułem, że mi... mokro.
Jeden nieuważny ruch i wylądowałem w wannie razem z psem. Czy mi się
wydawało, czy on się cieszył? Odbija mi!
Wygramoliłem, się i poszedłem znaleźć sobie coś czystego i przede wszystkim suchego.
-Złaź!-krzyknąłem
na zwierzaka, który wyjątkowo wesoło tarzał się na moim łóżku,
zostawiając mokre ślady na pościeli. Poszedłem z powrotem do łazienki i
po kilku minutach tuliłem go do siebie, okrytego ręcznikiem.
Frank będzie zazdrosny... - pomyślałem, po czym roześmiałem się na cały głos.
Drzwi
się otworzyły i do pokoju wleciał Mikey z zacieszem na twarzy.Nie
musiałem pytać, czy się zgodziła, czy nie. Widziałem to. Odruchowo
rzuciłem się bratu na szyję i zacząłem tańczyć z nim po całym
pomieszczeniu. Ktoś, kto by patrzał na to, jako osoba trzecia,
pomyślałby, że wygraliśmy w totka, albo że zupełnie nam odbiło. To
będzie idealny prezent dla Franka. Wyobrażam sobie jego minę, jak go
zobaczy... Te duże czekoladowe oczy. Te pełne, piękne usta wyginające
się w uśmiechu. Półdługie włosy sięgające do ramion i w końcu on...
Frank bawiący się z małym pieskiem.
Musiałem tylko mu jakoś "specjalnie" o tym powiedzieć...
***
Stanąłem
przed jego drzwiami, w których po chwili się pojawił. Z poważną miną
wszedłem do środka. Starałem się nie wybuchnąć śmiechem przy najbliższej
okazji.
Pamiętaj Gerard: powaga, pokerfejs i smutek.
- Po co przyszedłeś? Widzieliśmy przed paroma godzinami. - powiedział z ironiczną miną.
- O przepraszam! To ty jak nawet nie zdążyłem wyjść z domu, już napisałeś mi esa. - odparłem niby naburmuszony.
- Fakt. Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki. W sumie to przyszedłem poważnie z tobą porozmawiać. - wysiliłem się na poważny ton.
- Co się stało? - spytał zaniepokojony. Na twarzy malował mu się strach, zmieszany ze smutkiem i przerażeniem.
- Frankie...No bo... Jakby ci to powiedzieć... Znalazłem sobie kogoś... - wypaliłem.
W oczach stanęły mu łzy, które po chwili miały spłynąć po policzku chłopaka.
- Rozumiem, tylko powiedz, czemu mi to mówisz?
- To jest chłopak. - kontynuowałem niby niewzruszony. Tak, wiem,że to wredne. Ale nie pomyślałem wcześniej.
- Czemu? - powtórzył. Nie no, nie wytrzymałem. Wybuchnąłem niekontrolowanym śmiechem.
-
I to jest kurwa śmieszne?! - po raz pierwszy (dobra, po raz drugi)
usłyszałem przekleństwo z ust chłopaka. Pięknych ust. - Czy cię to
naprawdę bawi?! Lubisz krzywdzić tych, którym na tobie zależy?! Tych,
którzy cię kochają?! Spierdalaj! - krzyknął mi prosto w twarz, po czym
odwrócił się w kierunku kuchni.
Gerard, debilu, chyba przesadziłeś.
Nie czekając chwyciłem Franka za rękę, obróciłem przodem do siebie i
gwałtownie wpiłem się w jego usta. Nie oddawał pocałunku, który po
chwili przerwałem, by zaczerpnąć powietrza.
- A wspominałem, że to jest pies? - po raz kolejny się zaśmiałem.
- C-co?
- No, to jest pies.
- Jak pies?
- Prezent. Dla ciebie.
- Czy ja o czymś nie wiem?
- Już wiesz... Idź się ogarnąć, jedziemy do sklepy po jakieś zabawki i inne tego typu rzeczy.
- Ok. - chłopak był w lekkim szoku. - Ale Gee, powiedz mi coś...
- No?
- Co ci odwaliło?
-
Miłość do pewnego chłopaka o czekoladowych oczach, ciemnych włosach,
sięgających do ramion, delikatnych rysach twarzy, którego kocham i nigdy
nie przestanę....
Chciałem dodać coś jeszcze, ale chłopak wskoczył na mnie i zamknął mi usta zaborczym pocałunkiem.
- Też cię kocham, głupku. - wyszeptał między pocałunkami.
niedziela, 14 października 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz