czwartek, 25 października 2012

One-shot - Please, understand it has to be this way

Yh, sorka za takie opóźnienie, ale bardzo ciężko pisało się to drugi raz. One-shot jest krótki i trochę banalny, no ale to już zostaje do waszej oceny. Mamy nadzieję, że się spodoba.

Nununu, nie będzie rozdziału dopóki nie będzie min. 5 komentarzy :( Wybaczcie, ale coś za coś :(

Uwaga!
Rozdział będzie dopiero jutro ze względu na kłopoty techniczne.

____________________________________________________________________________
   Życie jest okrutne. W moim przypadku nawet bardzo. Co dzień jestem o tym uświadamiany. Non stop muszę męczyć się z tym, co zgotował mi los, a uwierzcie mi, to jest tragiczne. Tak naprawdę nie mam nikogo, kto by mnie potrafił zrozumieć. Nikogo oprócz Jessicy i Gerarda. A w szczególności Jess. Jest moją siostrą i jedyną najbliższą rodziną. Wprawdzie urodziliśmy się tego samego dnia, a różnica wynosi niewiele minut. Jest ode mnie starsza tylko trochę, ale nigdy tego nie wykorzystywała. Zawsze była dla mnie wsparciem w trudnych chwilach, potrafiła pocieszyć i sprawić, by na mojej twarzy zakwitł szeroki uśmiech. Bardzo różniliśmy się typowych rodzeństw. Te zwykle się nienawidzą i dokuczają sobie na każdym kroku. My jesteśmy sobie bliżsi. Łączy nas nie tylko nasza miłość i pasja do muzyki, ale i wspólne sekrety, a posiadamy ich sporo. Zwykle mamy tylko siebie. Naszych rodziców nawet nie znamy, jedynie z opowieści wujka, u którego obecnie mieszkamy. Ciągle mówił, że imprezowali, pili, ćpali... O dzieciach nawet nie myśleli, no bo po co im one były w wieku dwudziestu lat? Oni chcieli się tylko bawić, a nie zakładać rodzinę i zajmować się jakimiś zaślinionymi smarkaczami. Wytrzymywali z nami zaledwie parę miesięcy, a potem oddali nas naszej babci i po prostu wyjechali. Starsza pani zajmowała się nami do około szóstego roku życia, a potem zmarła. Gdyby nie nasz wujek pewnie oddaliby nas do jakieś rodziny zastępczej, czego oczywiście nigdy nie chciałem. Ale czy u stryja było lepiej? Wcale. Niemal każdego dnia słyszymy, że lepiej by było gdyby nasza matka usunęła ciąże, że nie musiałby teraz pełnić funkcji niańki. Ale przecież on się nami w ogóle nie zajmuje. Wychodzi rano, wraca późnym wieczorem... Śniadania i obiady musimy robić sobie sami. W dodatku cały czas sprzątamy dom, a on i tak na nas krzyczy. Cokolwiek nie zrobimy, jest źle. Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, żebyśmy usłyszeli jakąkolwiek pochwałę z jego ust. To było dość dobijające. Krytykował nas, a w szczególności mnie, za zachowanie, wygląd... Śmiał się ze mnie, że jestem pedałem, bo noszę rurki, że żadna dziewczyna mnie nie chce i jeszcze parę innych uwag, które wolałbym zachować dla siebie. Na całe szczęście do Jessicy się nie przyczepia. Chyba bym mu łeb uwalił jeśli powiedziałby coś, co mogłoby jej sprawić przykrość. Jednak jest jedna rzecz, o której by nie mógł się dowiedzieć. A mianowicie, Jess jest lesbijką i prowadzi szczęśliwy związek razem ze swoją dziewczyną - Jamią. A żeby nie pomijać mnie to... bo ja... no bo ja jestem gejem. Aż boję się pomyśleć co by było, gdyby wuj się dowiedział. Najpewniej wywalił by nas na zbity pysk, albo gorzej, wziąłby siekierę i nas najnormalniej w świecie udupił. Nie, żeby ciachanie kogoś siekierą było normalne... Ale wróćmy do tematu mojej... orientacji. Jestem gejem ale jeszcze nigdy nie miałem chłopaka. Co prawda podoba mi się jeden, ale on nic do mnie nie czuje. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że on jest zakochany w mojej siostrze. Szkoda tylko, że nie wie o jej dziewczynie... Naprawdę czasem mam ochotę mu to uświadomić, no ale po prostu nie chcę zniszczyć naszej długoletniej przyjaźni. Znamy się niemalże od piaskownicy. Zawsze świetnie się razem bawiliśmy. Z czasem... z czasem było coraz gorzej. Nie chodzi tu o nasze relacje, bo one były i są wspaniałe, jednak... zaczynałem odczuwać coś dziwnego. Gdy był blisko mnie czułem coś w stylu motylków w brzuchu, natomiast gdy odchodził czułem pustkę, którą niczym nie mógłbym zakleić. Już dawno przestałem o nim myśleć jak o przyjacielu. Dla mnie był po prostu... śliczny. Mógłbym całymi dniami wpatrywać się w niego, w jego piękną twarz. Wręcz się rozpływałem, kiedy wpatrywał się we mnie tymi swoimi dużymi, piwnymi ślepkami. Kochałem też te jego słodziutkie usta rozciągnięte w pięknym uśmiechu. Całą jego śliczną buzię obramowały półdługie, czarne włosy. Był idealny niemal w każdym calu. Zbyt idealny. Zbyt piękny, mądry, czarujący... A wokół niego kręciły się tylko same puste, tlenione blondynki. Nie, żebym był zazdrosny czy coś w ten deseń, ale on zasługiwał na kogoś lepszego niż jakaś pańcia, która leci tylko na jego kasę i urodę... a przede wszystkim na jego popularność. A skoro o tym mowa... Często nurtowało mnie pytanie, dlaczego on się ze mną zadaje? Przecież gdyby chciał, mógłby mieć zajebistych kumpli, piękną dziewczynę i bardzo ciekawe życie... Ale on ciągle przebywał ze mną i z Jess, upierał się, że woli nas bardziej niż tamtych idiotów. Czy byłem w stanie to kupić? Może trochę. Mówił tak pewnie dlatego, że podoba mu się Jessica, a ona nigdzie beze mnie by nie poszła, więc czarnowłosy jest w pewnym sensie na mnie skazany. Czasem mi przykro z tego powodu, że woli ją a ja jestem tylko piątym kołem u wozu. Jestem o tym święcie przekonany, mimo iż nigdy mi tego wprost nie powiedział. Po prostu to wiedziałem.
    Wtuliłem twarz w poduszkę. Naprawdę nie miałem na nic siły, a już szczególnie na pójście do szkoły. Nawet jeśli do był jedyny sposób, by zobaczyć obiekt moich westchnień. Ale czy to nie właśnie z powodu Gerarda nie chcę tam iść? Żeby nie musieć oglądać czarnowłosego śliniącego się na widok każdej dziewczyny z dekoltem do pępka i kiecką odsłaniającą całą dupę. Co on w nich widzi? Ah, wiem. Cycki i dupę. Czasem naprawdę jest mi go żal. Jak można być tak płytkim? Nie rozumiem tego chłopaka.  Niby jest w jakieś dziewczynie zakochany, a i tak będzie oglądał się za każdą, która przejdzie obok machając na lewo i prawo swoją wielką dupą. Cóż, typowy facet.
- Frank, wyłaź! Znowu się przez ciebie spóźnimy! - wrzasnęła dziewczyna, wlatując do mojego pokoju. Znowu się zaczyna. Kiedy ona zrozumie, że nie mam ochoty, aby zastępowała mi ona moją matkę? - Wiem, że ci ciężko, ale masz iść do szkoły!
- Nie dasz mi spokoju, co? - mruknąłem, przecierając oczy wierzchem dłoni.
- Nie. Trzymaj, ubierz to. - odparła i rzuciła mi jakieś ciuchy. - Masz pięć minut! Bo inaczej wytargam cię do szkoły w takim stanie, jakim cie tu zastanę. I nie będzie mnie obchodziło, czy jesteś ubrany, czy nagi. Pośpiesz się! - dodała jeszcze i wyszła z pokoju.
   Westchnąłem zrezygnowany i podniosłem się z materaca. Szybko wciągnąłem na siebie koszulkę i spodnie, które dała mi Jess. Niby gotowy wziąłem plecak i wyszedłem z pokoju. Nie potrzebowałem już poprawiać swojego wyglądu, gdyż przed przyjściem mojej siostry dopiero co wyszedłem z łazienki.
- No jesteś. Grzeczny chłopczyk. - pogłaskała mnie po włosach, kiedy już wygramoliłem się po schodach na dół. Posłałem jej tylko niezadowolone spojrzenie i zacząłem ubierać buty. Szybko wyszedłem z domu, nie oglądając się nawet za nią. Znając życie i tak zaraz mnie dogoni i będzie ględzić, dlaczego ją zostawiłem. Trudno. Jej problem. Chciałbym być dla niej milszy, ale czasem naprawdę nie mogę. Dziwię się, że jeszcze nie ma mnie dość. Ona ciągle mi pomaga, nawet doradza w sprawach Gerarda, a ja jej się tak odwdzięczam... Tak, dokładnie. Proszę ją o rady, jak poderwać Gerarda. Ba, bardzo często ona sama do mnie przychodzi i prawi mi kazania, chociaż wcale ją o to nie proszę... Męcząca ona jest.
   Nim się obejrzałem znalazłem się już pod budynkiem szkoły. Oczywiście ta menda kroczyła ciągle obok mnie paplając o czymś. Przykro mi, że znowu jej nie słuchałem, no ale mam teraz ważniejsze sprawy. Na przykład zastanawianie się jak przeżyć kolejny dzień wysłuchując Gerarda, opowiadającego o tym jak bardzo podoba mu się jakaś tam baba. 

                                                              ***
   Wyszedłem ze szkoły i skierowałem się na parking, gdzie czekali już Jess i Gerard. Może nawet nie czekali na mnie, po prostu sobie stali i rozmawiali. I śmiali się... No, świetnie się razem bawili beze mnie, więc nie wiem po co im się tam wtrybiałem. Nie mogłem przecież pomyśleć o tym, że mogliby mnie tam nie chcieć. Podszedłem do nich i resztkami sił przywołałem na twarz swój udawany uśmiech.
- Cześć, co tam? - spytałem wesoło. Nawet za wesoło, jak na mój obecny stan.
- Właśnie wygrałem zakład i dostanę buzi - powiedział tryumfalnie czarnowłosy. Ale jak to? Buzi? Od kogo?
- Wygrałeś, bo oszukiwałeś! - naburmuszyła się moja siostra. Gerarda to jednak nie bardzo wzruszyło. Nadstawił usta i czekał na swoją nagrodę. Ugh, miałem ochotę mu przywalić w twarz. Tylko że nie mam do tego powodów. On nie jest moim partnerem, więc ma prawo całować się z kim mu się żywnie podoba i mi nic do tego... ale to tak bardzo boli.
   Dziewczyna popatrzyła na niego dość głupawym wzrokiem. Ale co się dziwić, skoro jest lesbijką? Nawet by jej się nie śniło całowanie chłopaka, szczególnie takiego, który mi się podoba. Czy tylko ja uważam, że ta sytuacja i ogólnie wszystko jest takie pojebane?
- Dobra, pocałuję cię, ale... musisz zamknąć oczy. - powiedziała, na co chłopak od razu pokiwał głową i przymknął oczy. Brunetka posłała mi tylko cwaniacki uśmieszek, następnie biorąc swoją bandamkę i zawiązując chłopakowi na oczach. Gestem dłoni pokazała mi, żebym podszedł. Niepewnie zbliżyłem się do nich. Nie bardzo wiedziałem, co knuje ta dziewczyna, ale i tak zaczynałem się jej bać. Jess zaczęła robić różne dziwne rzeczy, próbując mi coś uświadomić. Dopiero po chwili zrozumiałem, że chodzi jej o to, abym go pocałował. Od razu pokiwałem przecząco głową. Przecież to szaleństwo. Nawet jeśli akurat nikogo w pobliżu nie było to i tak nie miałem zamiaru tego robić. To było chore. On by mnie przecież zabił, gdyby się dowiedział.
- Doczekam się? - usłyszeliśmy głos chłopaka. Przerwał on naszą genialną kłótnię na migi. Bardzo chciałem go pocałować, ale to by było nie w porządku w stosunku do Gerarda. Chociaż... on wcale nie musi się o tym dowiedzieć. Tylko Jess to zobaczy, a ona nikomu nie powie, więc... Kiwnąłem dziewczynie głową potwierdzając, że jednak to zrobię. Dziewczyna odsunęła się na kilka kroków, a ja przybliżyłem niepewnie swoją głowę do głowy chłopaka. Niemalże stykaliśmy się nosami. To zaczynało się robić krępujące. Jednak nie wycofywałem się, a nawet przysunąłem jeszcze bliżej. Położyłem ręce na jego ramionach, a moje wargi dotknęły tych należących do niego. Od razu zaangażował się w ten pocałunek. Zaczął delikatnie muskać moje usta. Nagle poczułem, jak jego język lekko rozchyla moje wargi, by po chwili wniknąć do wnętrza moich ust. Myślałem, że się tam rozpłynę ze szczęścia. To wszystko było takie cudowne. Nasze języki co chwilę ocierały się o siebie. Podniosłem dłoń i pogładziłem go delikatnie po policzku. Przerwałem pocałunek i odsunąłem się od niego. Dotarło do mnie, co właśnie zrobiłem. Całowałem się z Gerardem. To było głupie i nieprzemyślane. Zachciało mi się płakać, chociaż nie wiem dlaczego...  Czyżby wyrzuty sumienia?
   Jessica przysunęła się do chłopaka i ściągnęła mu bandamkę z oczu. Z miny czarnowłosego mogłem wywnioskować, że był zadowolony z tego co właśnie się stało.
- Wow, to było niezłe. - wydukał w końcu, ciągle patrząc na dziewczynę tym swoim nieprzytomnym wzrokiem - Zakochałbym się chyba w każdym, kto potrafiłby całować tak cudownie jak ty.
   Jego słowa uderzyły we mnie jak... jak... no nie wiem jak co, ale byłem zaskoczony. Zakochałby się w każdym kto całowałby jak Jess... to znaczy tak jak ja... Pokochałby mnie, gdybym mu wszystko powiedział. Nie, ja sam nawet w to nie wierzę. Chodziło mu pewnie o dziewczyny, tylko o nie. Na samą tą myśl do moich oczu napłynęły łzy. Nie mogłem jednak po sobie pokazać, jak bardzo mi smutno i źle. Czym prędzej wycofałem się i ruszyłem szybkim tempem w stronę domu. Z każdym krokiem poruszałem się coraz szybciej. Słyszałem jeszcze wołającego mnie Gerarda, ale zignorowałem go i pędem puściłem się do swojego pokoju. Jedyne czego chciałem, to zamknąć się w nim i samotnie sobie popłakać.

                                                                 ***
   Oparłem głowę na szafce i po prostu się rozpłakałem. Nie obchodziło mnie, że jestem w szkole, że wszyscy mnie widzą... To nie miało znaczenia. Ciągle miałem wyrzuty sumienia za tamten pocałunek. Nie powinienem wykorzystywać okazji. Gerard myśli, że to Jessica całowała i pewnie już wszystkim o tym opowiedział. Aż się boję pomyśleć co by było, gdyby dowiedział się, że to ze mną się przelizał... Pewnie zabił by najpierw mnie, a potem siebie bo by się sobą brzydził. Najchętniej to sam bym się zabił. Przecież wszystko spieprzyłem. Mogłem go sobie kochać po kryjomu ale nie, musiałem się na niego rzucić i wpychać mu język do ust... Z jednej strony żałuję, a z drugiej... z drugiej uważam, że dobrze zrobiłem. To była jedna jedyna szansa, krzywdy chyba nikomu tym nie zrobiłem, prawda? Albo jednak...
- Fraaanuś - usłyszałem za plecami cichy głosik Gerarda. Złapał mnie za ramię i obrócił w swoją stronę. Spuściłem głowę, jakby to miało w czymś pomóc. Na pewno zdążył już zauważyć, że płakałem. Super, teraz będzie się ze mnie nabijać. - Frank, czemu płaczesz? - szepnął troskliwie. Ugh, jak bardzo chciałbym mu
powiedzieć, ale niestety nie mogę. Wtedy wszystko pokomplikowałoby się jeszcze bardziej.
- Przepraszam, ale nie mogę ci powiedzieć. - załkałem i schowałem twarz w dłoniach.
- Co proszę? - spytał tonem lekko niemiłym. Najwyraźniej miał do mnie o to żal. Tego się najbardziej obawiałem. Nie mogłem mu powiedzieć, jednak z drugiej strony musiałem to zrobić.
- Nie mogę...
- Nie możesz? Podobno jestem twoim najlepszym przyjacielem, więc może spróbowałbyś mi zaufać? - odparł z wyrzutem. Dlaczego on wszystko musiał utrudniać? Zamiast cokolwiek odpowiedzieć, rozbeczałem się na dobre, co jeszcze bardziej go wkurzyło. - Jasne, rozumiem. - warknął i odszedł. Patrzyłem jak odchodzi ode mnie kilka metrów. Po chwili opamiętałem się i pobiegłem za nim. Ignorowałem wszystko i wszystkich, teraz liczyło się, żeby jakoś mu to wszystko wyjaśnić.
- Gerard, zaczekaj! - krzyknąłem, łapiąc go za rękę. On nic sobie z tego nie robił i szedł dalej, ciągnąc mnie za sobą. Zdobyłem się na to, by szarpnąć nim w swoją stronę. Dzięki Bogu, że w końcu się zatrzymał. - Gee, proszę, pozwól mi to wyjaśnić. - wybłagałem.
- No to słucham - gwałtownie odwrócił się w moją stronę i beznamiętnie spojrzał mi w oczy. Bałem się, tak bardzo się go bałem. Jego postawa była przerażająca. Miałem wrażenie, że zaraz zje mnie żywcem. Postanowiłem, że postawię wszystko na jedną kartę. I tak nie miałem już nic do stracenia.
- No bo... no bo pamiętasz ten twój pocałunek z Jess? - pokiwał potakująco głową. Westchnąłem i kontynuowałem - to ja cię całowałem, nie ona. Przepraszam, to było głupie. Naprawdę czuję się przez to beznadziejnie, ale wtedy o tym nie myślałem. Nie myślałem o niczym innym, niż o tobie bo... podobasz mi się. - powiedziałem niemalże na jednym wydechy, cały czas obserwując jego reakcję. Z jego twarzy niestety nie mogłem nic wyczytać. Nie wyrażał żadnych uczuć, przez co miałem jeszcze większe obawy. Jego usta zaciskały się w wąską linię. Czułem, że zaraz mnie uderzy. Zamknąłem oczy, czekając na swój wyrok. Nic jednak się nie stało. Uchyliłem jedno oko by zbadać sytuację. Nie stał już przede mną. Widziałem, jak się oddala a potem znika za zakrętem. Nienawidzi mnie, to pewne. Brzydzi się mną, nie chce mnie już nigdy więcej widzieć. Ja nie mogę, jakim ja jestem idiotą. Zjebałem wszystko. Wszystko moja wina. Gdyby nie moja głupota nic by się nie stało, wszystko byłoby jak dawniej.
   Odwróciłem się i walnąłem głową w ścianę. Zostałem w tej pozycji przez pewien czas, wypłakując się w rękawy swojej bluzy. Czułem się fatalnie. Niech mnie ktoś zabije...

                                                                  ***
   Od tygodni nie robiłem nic, oprócz płakania i użalania się nad sobą. Nie chodziłem już nawet do szkoły, bo po co? Był tam nienawidzący mnie Gerard, znający moją orientację. Nie byłem pewny czy komuś tego nie wygadał. Przecież ta szkoła jest pełna homofobów, zabiliby mnie gdyby się dowiedzieli. Ale w sumie co mam do stracenia? Całymi dniami siedzę pod łóżkiem, na nim, czasem się turlam po dywanie nadal płacząc i nie robię nic innego. Już nawet nie schodzę na śniadanie bo po prostu mi się nie chce. Nie jestem głodny, nie potrzebuję jeść, najchętniej zagłodziłbym się na śmierć. Niestety nie mogę tego zrobić, ponieważ przewspaniała Jessica przychodzi do mojego pokoju z posiłkami i wręcz, czy tego chcę czy nie, wpycha mi je do ust. A później siedzi tak długo, dopóki tego nie pogryzę i nie połknę. Niekiedy bardzo wkurza mnie ta jej nadopiekuńczość. Już nawet wujek się tak o mnie nie troszczy jak ona. Jemu było by wszystko jedno, jego obchodzą tylko te jego panienki i wódka. Byłoby mu nawet na rękę, gdybym się zabił. A może jednak bym to zrobił. Wszystkich bym tym uszczęśliwił. Wujek ma mnie w dupie, dla Gerarda jestem nikim po moim wyznaniu, koledzy by to jakoś przeżyli ale Jessica... Popłakałaby z tydzień, ewentualnie miesiąc i by jej przeszło. Więc czemu nie spróbować?
   Usłyszałem skrzypnięcie drzwi. Odwróciłem się i w progu ujrzałem czarnowłosą dziewczynę. Jak zwykle miała na sobie koszulkę z logo Metallicy, czarne wąskie spodnie i tego samego koloru martensy. Koszulka wyglądała jednak nieco znajomo. Mam chyba podobną...
- Znowu grzebałaś mi w szafie? - mruknąłem po dłuższym przyglądaniu się jej. Robiła tak często, nawet za często, ale wtedy przymykałem na to oko. W końcu to moja siostra, zawsze robi dla mnie tak wiele, więc skoro chce pożyczyć jakąś koszulkę to jej ją daję. Niestety teraz byłem tak wkurzony, że miałem ochotę ją za to zabić. Chociaż... nie byłem wkurzony. Może bardziej smutny, rozdarty... zmęczony ciągłym płaczem. W takim stanie denerwowało mnie wszystko, nawet moja gitara, która stała przy szafie nic nikomu nie robiąc. Gdybym nie umiał się opanować, już dawno bym ją wziął i rozwalił o podłogę.
- Ja... tak. Przepraszam, moją zaplamiłam, a umówiłam się z Jamią, chciałam ładnie wyglądać, chyba rozumiesz... - szepnęła, nadal trzymając rękę na klamce. Spuściła wzrok, wpatrując się w podłogę.
- Zawsze ładnie wyglądasz, nie musisz się stroić. - odszepnąłem. Odwróciłem się do niej plecami i umieściłem spojrzenie na widoku za oknem. Było późne południe. Słońce już powoli chowało się za horyzontem. Niebo miało dość nietypowy odcień różu i pomarańczu. Zatraciłem się w tym, całkowicie ignorując siostrę.
- Frankie... - powiedziała cichutko. Usłyszałem także jej kroki, co oznaczało że nieco się do mnie zbliżyła. Yh, czy ja o to prosiłem? Czy prosiłem, żeby mi tu przyłaziła i przeszkadzała w moim... leżeniu i beczeniu? Nie. Wcale jej tu teraz nie chciałem, nie chciałem nikogo.
- Wyjdź. - odparłem stanowczo. Nie dbałem o to, by być miłym, przecież sama dobrze wiedziała jak się teraz czuję. Więc czego tu szuka?
- Ale...
- Wynoś się! - krzyknąłem, gwałtownie się podnosząc. Ze złości mocno zacisnąłem dłonie w pięści, wbijając sobie przy okazji paznokcie w skórę. Z pewnością zostały po tym ślady.
- Ktoś do ciebie przyszedł. Wpuszczę go, okay? - spytała, po czym wyszła. No co za... wredna baba. Można jej mówić raz, drugi, trzeci, dziesiąty a ona i tak swoje! Grr.
- Nie chcę nikogo, nie rozumiesz?! - wrzasnąłem, od czego lekko zabolało mnie gardło. Po policzkach znowu popłynęły duże, słone krople łez. Ja nie mogę, zaczynam płakać bez powodu. A może był powód? I kim jest osoba, która do mnie przyszła? Czy aby na pewno do mnie? Do takiego nielubianego pedała, którego wszyscy mają w dupie?
   Wsunąłem się pod łóżko. Jedyne miejsce, w którym mogę sobie do woli pobeczeć i nikt tego nie widzi. Teraz wlazłam tu tylko po to, aby się schować i udawać, że mnie nie ma. Może ona, on lub jakieś inne coś przyjdzie, a jak mnie nie zobaczy to sobie pójdzie. Tak by było najlepiej.
- Frankie? Franuś gdzie ty jesteś? - do moich uszu dotarł ten znajomy, melodyjny głos. Zrobiło mi się ciepło, kiedy zdrobnił moje imię i wypowiedział je tak troskliwym tonem. Przygryzłem mocno wargę, byle by tylko nie szlochać. Gdyby usłyszał jak płaczę, od razu by mnie znalazł.
   Zerkając kątem oka na niego zobaczyłem, że zbliża się w moją stronę. Miałem nadzieję, że nie wie o mojej kryjówce. Najczęściej jednak się myliłem, więc...
- Frank wiem, że siedzisz pod łóżkiem. - szepnął, siadając na materacu. Jego ruchom towarzyszyły ciche skrzypnięcia. - Wyjdziesz?
   Szlag. Czym się zdradziłem? Siedziałem tak cichutko jak myszka, nie wydawałem żadnego dźwięku, więc jak... JESSICA! Jestem w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach pewny, że to ona mu powiedziała gdzie się ukrywam w takich sytuacjach. No i mamy kolejny powód żeby ją znielubić.
- Nie możesz siedzieć tam wiecznie. Kiedyś będziesz musiał wyjść. Poczekam. - westchnął, zmieniając nieco pozycję. Najprawdopodobniej podciągnął nogi pod siebie i usiadł po turecku. Hm, skoro chce czekać to tu sobie poczeka. Nie miałem zamiaru wychodzić z mojej kryjówki, dopóki on nie wyjdzie z mojego pokoju. Pff.
   Po krótkiej chwili naszego wspólnego milczenia poczułem jakieś dziwne uczucie na ręce. Dziwne łaskotanie nie ustawało. Tak, jakby coś mi po niej chodziło. Ej, chwila. Leżę pod łóżkiem, na podłodze... Fu, pająk! Czym prędzej wyczołgałem się spod niego i zacząłem panicznie trzepać rękami, aby go z siebie zrzucić. Pieprzona arachnofobia! Miotałem się na środku pokoju, krzycząc coś w stylu "Pająk, pomóż!". Chłopak dopiero po chwili podniósł na mnie swój zdezorientowany wzrok. Szybko zerwał się z materaca i podbiegł do mnie, łapiąc za oba przedramienia. Uniemożliwił mi tym ruchy, dlatego stałem przed nim wlepiając swoje tępe spojrzenie w jego oczy. Nie mogłem dostrzec zbyt wiele, gdyż oczy zaczęły mi znowu wilgotnieć, całkowicie rozmazując mi obraz. Próbowałem zaczerpnąć powietrza, jednak nie bardzo mi się to udało. Ciągle dławiłem się własnymi łzami. A co do pająka, to mam trzy opcje. Pierwsza: wcale mi po ręce nie łaził, najzwyczajniej mógł być to kurz. Druga: Zrzuciłem go, kiedy miotałem się po pomieszczeniu jak idiota. I trzecia: nadal po mnie łazi.
- Frankie... - szepnął, po czym puścił mnie. Zamknąłem oczy, marząc o tym, by zniknąć. Gardzący mną Gerard ot tak przychodzi sobie do mojego pokoju i bezczelnie się na mnie patrzy, kiedy przechodzę załamanie nerwowe. Szczyt wszystkiego.
- Otwórz oczy. Porozmawiajmy. - powiedział, po czym ujął moją twarz w obie dłonie, zgrabnie ścierając kciukami mokre ślady na moich policzkach. Miałem przymknięte powieki, jednak mimo to doskonale wiedziałem, co robi. Patrzył na mnie tak czule, z troską. To jego spojrzenie tak bardzo mnie paliło, ale nie robiłem nic, by się od niego uwolnić. Po prostu stałem, pozwalając mu na wszystko na co tylko miał ochotę.
- Nie mamy o czym rozmawiać, Gerard. Spieprzyłem wszystko. Jeśli przyszedłeś tylko po to, by się ze mnie ponabijać i dać mi w twarz to proszę bardzo. Nikt ci nie broni. - odparłem na jednym wydechu. O czasu kiedy tu przyszedł odezwałem się do niego po raz pierwszy. Sukces. Niby niewielki, ale jakiś tam jest.
   Obróciłem głowę lekko w prawo, nadstawiając policzek. Czekałem na uderzenie. Przecież sam mu to zaproponowałem, więc czemu nie miałby skorzystać? Jak dają, to się bierze... Ale jak widać, nie miał zamiaru tego robić. Naczekałem się trochę za długo, a on nadal nic nie robił. To już zaczęło się robić śmieszne. Minęło już chyba z pięć minut. Zaczynałem mieć wątpliwości co do tego, by przyszedł tu żeby mnie uderzyć. W sumie to nawet nie miało sensu.
   W końcu poczułem jego ruch. Przybliżał się do mnie, coraz wyraźniej mogłem czuć jego ciepły oddech na mojej twarzy. Coraz bliżej i bliżej... Jego wargi zetknęły się ze skórą na moim policzku. Z wrażenia aż otworzyłem szeroko moje załzawione oczy. Nie wiedziałem co mam zrobić. Wszystko o czym dotychczas byłem przekonany, posypało się. To było niemożliwe, musiałem zasnąć. Przecież nic takiego nie wydarzyłoby się naprawdę, Gerard mnie nienawidzi, jestem dla niego nikim...
- Frank, przepraszam... Przepraszam za wszystko. - zaczął, odrywając się ode mnie i spoglądając w moje tęczówki, uprzednio odwracają mnie całego w swoją stronę. - Nie chciałem żeby tak wyszło. Po prostu... to było dla mnie dziwne. Nie spodziewałem się, że kiedyś mógłbym usłyszeć takie słowa z twoich ślicznych ust. - szepnął, gładząc mnie wierzchem dłoni po policzku. Zaraz, zaraz. Co on powiedział? Ślicznych ust? Coś tu jest nie tak. - Ale... muszę ci coś powiedzieć, bo ja w tej sytuacji też święty nie jestem. Więc... nie mam pojęcia od czego zacząć. To może spróbuję od początku. Od naszego pierwszego spotkania zacząłeś mnie fascynować, można by nawet powiedzieć, że się w tobie zauroczyłem, tyle tylko, że nie miałem o tym pojęcia. Zawsze myślałem, że to twoja siostra mi się podoba, ta opcja była normalniejsza. Nigdy nie sądziłem, że mógłbym mieć chłopaka, więc cała ta sytuacja wydawała się popieprzona. A Jess... Jesteście identyczni, jedyna różnica jaką można między wami dostrzec to chyba płeć. Więc sam chyba rozumiesz... Przez tak długi okres czasu walczyłem o coś, co miałem praktycznie pod nosem, ale tego nie zauważyłem. Przepraszam Frank... Gdyby nie ja, nie cierpiałbyś... - zakończył cicho, po czym nachylił się do mnie i wtulił twarz w moją szyję, obejmując mnie w pasie. Odruchowo podniosłem ręce i oplotłem nimi jego szyję. Jego słowa jeszcze do mnie w pełni nie dotarły. Czy on właśnie powiedział, że to ja mu się od zawsze podobam, tyle że wolał moją siostrę, bo jest dziewczyną i to wydawało się bardziej logiczne? Moje serce zaczęło bić bardzo szybko, jakby zaraz miało mi wyskoczyć z piersi. Przytuliłem go mocniej do siebie, wdychając jego cudowny zapach. Uwielbiałem jego perfumy. Były równocześnie ostre i delikatne. Jak mój Gee.
- Frank, tak mi teraz głupio, przepraszam... - wyszeptał mi wprost do ucha, przez co przez moje ciało przeszedł dreszcz. To wszystko zrobiło się pojebane i to bardzo. Przychodzi tu, mówi że przeprasza, że mu się podobam... Niech mi jeszcze powie, że mnie kocha, to obiecuję, zjem swoją poduszkę...
- Frankie, kocham cię... - powiedział cichutko, jednak zdołałem to usłyszeć. Że co? Że co, że co, że co?! Mam nadzieję, że nie potrafi czytać w myślach... a nawet jeśli potrafi, to mnie nie lubi, bo właśnie kazał mi zjeść poduszkę. Oh, biedny ja. Ale obiecałem. A skoro przyrzekłem, to to zrobię... później.
- J-ja też cię kocham, Gee. - wyjąkałem. Czarnowłosy zmienił trochę pozycję. Nie przylegał już tak mocno do mojego ciała. Odsunął się lekko, zjeżdżając dłońmi na moje biodra. Na twarzy chłopaka malował się piękny uśmiech. Powoli zbliżył się do mnie, zasłaniając powiekami swoje cudowne tęczówki. Już po króciutkiej chwilce jego wargi znalazły się na moich. Z początku nie odwzajemniałem pocałunku, a chłopak nie robił praktycznie nic. Staliśmy, z naszymi ustami przyciśniętymi nawzajem do siebie. W końcu postanowiłem zrobić swój pierwszy krok. Poruszyłem delikatnie wargami, czemu towarzyszyło ciche mlaśnięcie. Gerard od razu wyczuwając mój ruch dźwignął jedną dłoń i umiejscowił ją na mojej szyi, Przyciągnął mnie mocniej do siebie, pogłębiając pocałunek. Rozchyliłem swoje usta, a chłopak od razu to wykorzystał, wsuwając swój język między nie. Najpierw gładził nim moje podniebienie, lecz po chwili otarł się swoim językiem o ten, należący do mnie. Spletliśmy je w namiętnym tańcu. Z każdą chwilą coraz bardziej angażowaliśmy się w tego, z początku niewinnego całusa. Gdy po chwili zabrakło nam już powietrza, niechętnie oderwaliśmy się od siebie. Chłopak przyciągnął mnie do siebie, a ja oparłem swoją głowę o jego klatkę piersiową. Słyszałem, jak szybko bije w tym momencie jego serce.
- I co teraz będzie? - spytałem cichutko, nadal wtulając się w ukochanego.
- Nie wiem. - mruknął, wplątując palce w moje ciemne włosy. - Jakoś sobie damy radę.
   W duchu modliłem się, by miał rację. Nie chciałem mu niszczyć życia przez nasz związek. Przecież nie wszyscy tolerują homoseksualistów, a Gerard był przecież lubiany. Nie miałem zamiaru niszczyć mu reputacji.
- Kochanie, nie martw się, będzie dobrze. Wszystko się ułoży. - szepnął. - Wiesz, że cię kocham.
  Nie wiadomo czemu, ale kiedy mówił mi, że mnie kocha, robiło mi się jakoś lepiej na sercu. A może on miał rację. Może wszystko nam się ułoży. Może nie będę musiał już się męczyć z wszystkimi moimi problemami sam, bo po prostu znikną, już ich nie będzie. Marzyłem już tylko o tym, by nikt już mi nie odebrał mojego szczęścia, o które walczyłem tyle lat. Na przyszłość nie patrzyłem już tak ponuro jak dotychczas, z czarnowłosym wszystko wydawało się lepsze. I mam wielką nadzieję, że takie będzie.
- Wiem. Ja ciebie też. - odszepnąłem i wtuliłem się w niego. Chwilowo przeszło mi przez myśl, że wypadałoby przejść się do Jessicy i podziękować jej za wszystko. Mhm, ale tak mi było dobrze. Mogę jej przecież podziękować później. Teraz mam zamiar zająć się moim nowym chłopakiem.



15 komentarze:

Shampain pisze...

A GDZIE SEKS? DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD:

Everybody wants to change the world pisze...

Super, strasznie podoba mi się to z tym pocałunkiem, gdzie Frank całuje Gee zamiast jego siostry. A Frank i jego fobia przed pająkami jest urocza. *.*

Lack of Sleep pisze...

Ojeeeeeeeeeeej, jakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudnejakiecudneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee. Po tym cudym shorcie nie jestem w stanie nic innego napisać. Nawet seks nie był potrzeby.

Shampain pisze...

czwarty komentarz

Shampain pisze...

piąty komentarz

Shampain pisze...

CZY TERAZ DACIE MI TEN ROZDZIAŁ, PROSZĘPROSZĘPROSZĘ?

Everybody wants to change the world pisze...

Dołączam się do Gunon
CHCEMY ROZDZIAŁ!

Franiowa Hipiska. pisze...

CHCEMY ROZDZIAŁ, CHCEMY ROZDZIAŁ!
a tak ogólnie, to szot jest baardzo ładnie opisany c:

Anonimowy pisze...

Jaki ładny oneshot *..*

Darsa pisze...

Ha! Chce rozdział :D A tak w ogóle to ten shot wyszedł wam niczym serial brazylijski if you know what i mean xD Ale ja lubię takie shoty ^^ No i Franuś miał siostrę bliźniaczkę. Było słodko i ciekawie. Przydało mi się dzisiaj takie oto dzieło przesycone uczuciami, więc bardzo Wam za to dziękuje. Poprawa czyjegoś nastroju to Wasza specjalność jak już zdążyłam zauważyć na swoim przykładzie :)

-> red like a blood <-

Anonimowy pisze...

Cudowny *-*

Franiowa Hipiska. pisze...

No dalej, i gdzie rozdział?;c

Lack of Sleep pisze...

13 komentarz ! Nowy Rozdział ! Nowy Rozdział !

lena pisze...

komentarz nr 14! Prosimy o dodanie nowego rozdzialiku...

Pika Pika pisze...

Oj tam na wasz rozdział można czekać długo ^u^ są supczio. żart nie mogę wyczekać nawet dnia ale i tak będę czekać. (logiczna wypowiedź)

Prześlij komentarz