niedziela, 14 października 2012

Rozdział 9

Frank

   Tak naprawdę już nie spałem, ale chciałem to ukryć przed Gerardem. Leżał obok mnie i głaskał po głowie. Nie mogłem się powstrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Chłopak aż podskoczył. Zacząłem się jeszcze bardziej śmiać.
- Ach tak?! Takie to zabawne?! - zapytał.
-Tak!... - chciałem jeszcze coś dodać, ale Gerard zamknął mi usta w zaborczym pocałunku. 
- Co moja księżniczka życzy sobie na śniadanie?
-Hm... - niby się zastanawiałem. - Ciebie!
- A oto i jestem na każde twoje zawołanie. - teraz już oboje śmialiśmy się do łez.
Gee przykucnął na łóżku, a następnie położył się na mnie i zaczął całować każdy fragment górnej partii mojego ciała. Popchnąłem go tak, że leżał obok mnie. Teraz to ja usadowiłem się na nim.
Chwyciłem go za nadgarstki i przygniotłem do łóżka. Składałem delikatne pocałunki na jego szyi. W końcu przeszedłem do ust. Przez twarz chłopaka przechodziły zadziorne uśmieszki. Spodobało mi się to.
-Gee, jesteś naprawdę słodki. -powiedziałem. 
-Kocham cię... - zdołał wyszeptać, ponieważ cały czas namiętnie całowałem go, nawet nie dając mu złapać  powietrza.
 Po chwili oboje leżeliśmy przytuleni do siebie, rozmawiając na różne tematy. Byłem naprawdę szczęśliwy, i sądząc po wyrazie twarzy mojego partnera, on chyba też.
- Chyba trzeba by kiedyś wyjść z łóżka. - powiedziałem niechętnie.
-Mam dla ciebie małą niespodziankę. Może pójdziemy dzisiaj na spacer do parku? Znam takie jedno sekretne miejsce, gdzie będziemy mogli być sami... -odparł.
- W takim razie idę się ubrać. -uniosłem lekko kąciki ust i poszedłem do łazienki. Tymczasem Gee zszedł na dół, by zrobić coś do zjedzenia.
 Po południu wybraliśmy się na obiecaną wycieczkę. Spacerowaliśmy sobie ścieżkami, gdy nagle Gee objął mnie w pasie i przyciągnął mocno do siebie.
- Gee, ludzie na nas patrzą. -powiedziałem nieśmiało.
- Mam ich gdzieś. - odparł po czym pocałował mnie w usta. - Chodź! Zabiorę cię w moje ulubione miejsce. -Wziął mnie za rękę i pociągnął naprzód.
  Biegliśmy tak przed dobre
15 minut. Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Było tu tak pięknie. Wysokie drzewa, których cień liści padał na zieloną trawę, co sprawiało, że to miejsce wydawało się jeszcze bardziej tajemnicze. W oddali widać było niewielkie jeziorko. Woda w nim była przejrzysta, jak lustro. Idealne miejsce na pierwszą... randkę. Usiadłem na ławeczce i popatrzyłem
na niebo. Zamknąłem oczy i po chwili poczułem czyjeś delikatne usta na moich.
Rozchyliłem lekko powieki. Gerard siedział obok mnie z jedną ręką na moim biodrze, a drugą na mojej szyi. Jego kruczoczarne włosy przysłaniały zamknięte oczy. Z pasją wpijał się w moje usta. Zacząłem odwzajemniać je pocałunki. Wtem usłyszałem głos jakieś kobiety.
- Gerard! Jak dobrze Cię widzieć. - oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w stronę nadchodzącej dziewczyny.
- Jenna? Co ty tu robisz? - spytał zdziwiony i lekko zmieszany Gerard. Wszystko było jasne. To najwyraźniej jego była dziewczyna.
- Ah, no wiesz. Spacerowałam sobie przy okazji szukając Cię.
- Mnie? Czego znów ode mnie chcesz?
- Ostatnio, kiedy u mnie byłeś zostawiłeś telefon. Pamiętasz? Wtedy, gdy się całowaliśmy...
- Nie całowałem cię! - Gerard nie wytrzymał i zaczął krzyczeć.
- No nie pamiętasz? I przerwał nam ten SMS od.. Franka? Czy jak mu tam. Wkurzyłeś się i coś mu tam odpisałeś. Musisz to pamiętać. - dziewczyna ciągnęła temat. - Powiedziałeś, że znowu ten idiota czegoś chce, a potem rzuciłeś telefonem o ścianę.
Ała. Te słowa mnie zabolały. Nie wierzyłem, że Gee mógł zrobić coś takiego. A przecież mówił, że mnie kocha!
- Gerard? Masz mi coś do powiedzenia? - spytałem niepewnie.
- Frank, nie wierz jej. Między nami do niczego nie doszło, ona kłamie!
- Ah, a więc to ty jesteś ten słynny Frank. Miło poznać. - dziewczyna udawała przez chwilę, że ją to zaskoczyło.
- Gerard?! - krzyknąłem na chłopaka, oczekując odpowiedzi, on jednak milczał.
- Nie martw się, misiaczku. Między nami do niczego poważnego nie doszło. - mówiąc to pogłaskała mnie dłonią po policzku. - w ciąży chyba nie jestem. - uśmiechnęła się do mnie pobłażliwie.
Całkiem mnie zamurowało. Nie wiedziałem co powiedzieć. Miałem ochotę się tak po prostu rozpłakać. Dziewczyna przytuliła się do mnie i pogładziła mnie delikatnie ręką po plecach. Nie odwzajemniałem tego.  Stałem tylko nieruchomo, nadal będąc w wielkim szoku.
  Wtem Gerard podszedł do nas i jednym, silnym ruchem odepchnął ode mnie Jennę. Dziewczyna na swoim gigantycznych szpilkach straciła równowagę i runęła na ziemię. Gee wydawał się być zadowolony z tego co właśnie zrobił.
- Odwal się ode mnie i od Franka! Rozumiesz?! - zaczął krzyczeć, ale ona tylko uśmiechała się pod nosem.
-Ale kochanie... - znów zaczęła.
- Frankie, musisz mi uwierzyć. -powiedział Gee w ogóle nie przejmując się Jenną, zbierającą się z ziemi.
W oczach stanęły mi łzy, jednak zignorowałem je.
-Już raz ci zaufałem Gerard. Drugi raz nie dam się nabrać! - krzyknąłem i ruszyłem szybkim krokiem w drugą stronę. Widząc, że chłopak udał się za mną zacząłem biec, nie zatrzymując się ani na chwilę. Nagle świat zawirował mi przed oczami. Upadłem na twardym podłożu. Krzyknąłem głośno, gdy w prawym kolanie poczułem straszny ból. Mocno zamykając oczy i zaciskając zęby podkuliłem nogę pod siebie i złapałem za nią. Przyłożyłem rękę przed twarz i spojrzałem na nią. Była cała zakrwawiona. Przeniosłem wzrok na kolano. Widok nie był zbyt ciekawy. Po całej mojej nodze rozchodziła się czerwona ciecz. W dali zobaczyłem dobiegającego do mnie Gerarda. W tej chwili nie miałem ochoty z nim rozmawiać. Mimo wielkiego bólu z wielkim trudem próbowałem się podnieść i uciec. Jednak to wszystko było daremne.
- Frankie! - chłopak patrzył na mnie z przerażeniem. - Po co biegłeś?! - wydzierał się na mnie. Chciałem mu odpowiedzieć, ale z powodu braku powietrza wyszło tylko "s-pie-prz-a-j". Spojrzałem mu prosto w oczy, w których zobaczyłem łzy. Gee wziął mnie pod ramię i pomógł wstać.
- Auć. - kolano bolało i szczypało niemiłosiernie. Gerard zatrzymał się i po chwili wziął mnie na ręce.
- Zostaw! Pójdę sam! - krzyknąłem.
Chłopak postawił mnie z powrotem na ziemi.
- Proszę bardzo! - posłał mi swój uśmieszek.
Nie zrobiłem nawet jednego kroku, a gdyby nie Gee, znów bym się przewrócił.
- No właśnie... - skomentował, po czym po raz drugi mnie podniósł.
 
***
  Delikatnie położył mnie na łóżku.
- Czekaj, czekaj... ubrudzę pościel. - powiedziałem wskazując na zakrwawioną nogę.
- Nic nie szkodzi. - odparł wychodząc z pokoju. Po chwili jednak wrócił z paroma rzeczami w rękach.
Gdy oczyszczał mi ranę wodą utlenioną, głośno krzyknąłem. Ten ból był nie do zniesienia. Przez to okropne szczypanie jęczałem jeszcze chwilę, gdy Gerard obwiązywał mi nogę bandażem. Zamknąłem oczy i zacisnąłem mocno szczękę, starając się już nie krzyczeć. Nagle poczułem czyjeś wargi muskające delikatnie moje usta. Rozchyliłem powieki, tym samym spotykając się ze wzrokiem Gerarda, przepełnionym czułością i miłością.
- Już po wszystkim. - powiedział cicho, uśmiechając się. Następnie złożył na moich ustach kolejny pocałunek. Po paru minutach, które dla mnie były oczywiście za krótkie, z niechęcią rozłączyliśmy nasze usta.
- Dziękuję, że jesteś... przy mnie... - wyszeptałem spod przymrużonych powiek.

0 komentarze:

Prześlij komentarz