niedziela, 14 października 2012

One-shot - I still love you

Frank

- Mhhmm, Gerard! - jęknąłem, kiedy wykonywał ostatnie, silne pchnięcie. Zaraz po tym usłyszałem jego stłumiony krzyk. Po moim ciele rozeszło się przyjemne ciepło. Chłopak wysunął się ze mnie i zmęczony opadł na łóżko. Już po chwili leżałem wtulony w jego klatkę piersiową. Słyszałem, że nadal ciężko łapał oddech, ja zresztą tak samo. Mimo to, przybliżył się do mnie i wpił agresywnie w moje usta. Oddawałem pocałunek z wielkim zapałem. Z każdą momentem stawał się on bardziej zachłanny. Zaczęło mi już brakować życiodajnego tlenu. Jeszcze chwila i bym się udusił. Z trudem udało mi się od niego oderwać. Nasze usta się rozłączyły, jednak ciała nadal mocno do siebie przylegały. Gerard nachylił się do mnie tak, że jego wargi dotykały mojego narządu słuchu.
- Chcę jeszcze raz... - wyszeptał, po czym delikatnie przygryzł płatek mego ucha. No tak. Znowu obudził się w nim ten niewyżyty królik. No cóż, trzeba przyznać, że sam też nie wyrażałem sprzeciwu. Jeśli zaszła by taka potrzeba, to mógłbym się z nim pieprzyć nawet i cały dzień.
  Uwolniłem się z jego silnego uścisku i usiadłem mu na biodrach okrakiem. Zsunąłem się odrobinę niżej i pochyliłem nad nim. Zacząłem składać delikatne pocałunki na jego torsie, jednocześnie wprawiając w ruch biodra. Gdy nasze krocza się o siebie ocierały, z jego, a także i z moich, ust wydobywały się ciche jęki. Niestety tę piękną chwilę przerwał nam sygnał mojej komórki, zawiadamiający o tym, że przyszedł SMS. Na naszych twarzach zagościł grymas niezadowolenia. Jakoś nie widziało mi się przerywać aktualnej czynności i sądząc po minie Gerarda, on także nie był za tym pomysłem. No ale w końcu musiałem odebrać, przecież mogło to być coś ważnego.
- Błagam, nie przestawaj. - jęknął, gdy zatrzymałem biodra i nie zmieniając pozycji, sięgnąłem po swój telefon leżący na szafce stojącej obok łóżka.
- Wybacz, kochanie, ale muszę zobaczyć. - westchnąłem, po czym widząc jego dziecinną minkę, pokazującą niezadowolenie, musnąłem lekko wargami jego usta.
Jego ręce, które dotąd spoczywały na moich plecach, zjechały na pośladki. Jednak nie bardzo się tym przejąłem. Skoncentrowałem się teraz na wiadomości.
Ułożyłem komórkę tuż obok głowy Gerarda w ten sposób, aby nie mógł odczytać SMS-a. Chociaż i tak pewnie nie miał takiego zamiaru, bowiem był teraz zajęty pieszczeniem mojego zadka. Otworzyłem wiadomość. Była od Mikey'a. Jej treść była następująca: Cześć, kochanie. Mieliśmy się dzisiaj spotkać, pamiętasz? xoxo Mikey. Szybko wystukałem na małej klawiaturce odpowiedź, zamieszczając w niej, że trochę się spóźnię. Wysłałem i z powrotem położyłem komórkę na szafce.
- Od kogo? - spytał czarnowłosy, ani na chwilę nie przerywając swojego jakże wciągającego zajęcia.
- Nikt ważny. - odparłem obojętnym tonem, na potwierdzenie swoich słów. - Ale wiesz... będę się już zbierać. Muszę pozałatwiać jeszcze parę spraw na mieście. - mówiąc to, wstałem i zacząłem szukać po pokoju swoich rzeczy. W ekspresowym tempie je ubrałem i podszedłem do Gerarda, aby jeszcze raz złożyć na jego ustach pocałunek.
- Wynagrodzę ci to, obiecuję. - powiedziałem, po raz kolejny muskając jego wargi swoimi własnymi. W odpowiedzi dostałem tylko jego szatański uśmiech. No mówiłem, niewyżyty królik!
Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z pokoju. Gdyby nie ten SMS, całkowicie zapomniałbym o spotkaniu, a raczej randce z Mikey'em. Tak,tak, dokładnie. Zdradzam Gerarda, z którym jestem już od paru lat, z jego własnym bratem. Tyle, że chłopak nawet nie ma pojęcia o moim zawiązku z Gee. Tak więc wychodzę na bezdusznego drania, który myśli, że może mieć wszystkich. I że ci wszyscy są jego osobistymi zabawkami. Ale nie, tak nie jest. Ja ich obu kocham. Tyle, że nie wiem, którego bardziej. Gerard jest na swój sposób uroczy. Zawsze się o mnie troszczy, jak o małe dziecko. I wcale mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. A szczególnie lubiłem te jego teksty... "Franiu, uważaj, gorące. Podmucham ci." "Franiu, skaleczyłeś się? Zaraz ci dam plasterek." "Franiu, aż tak mocno się uderzyłeś? Daj, pocałuję." To takie kochane z jego strony. Mikey bardzo się od niego różni. Jest zakochany w tych swoich jednorożcach i tosterach, co wydaje się całkiem słodkie. Rzadko się zdarza, żeby rozmawiał z Gerardem, więc nie muszę się martwić, czy któryś któremuś coś o mnie powie.
  Stałem właśnie przed drzwiami domu Mikey'a. Zanim jednak odważyłem się nacisnąć dzwonek, musiałem się trochę ogarnąć. Przecież po tym, co się wydarzyło niecałą godzinę temu, nie mogłem tak po prostu do niego przyjść i zachowywać się jakby nigdy nic.
 Gdy trochę się rozluźniłem, nacisnąłem przycisk. Rozległ się dzwonek. Chwilę potem usłyszałem kroki Mikey'a. Zaraz po tym drzwi się otwarły i gwałtownie zostałem wciągnięty do środka. Rozległ się trzask. Następnie chłopak przygniótł mnie do ściany i zatopił się w moich ustach. Oczywiście oddałem pocałunek. Mikey położył dłonie na moich biodrach. Rękoma oplotłem jego szyję i przyciągnąłem do siebie jeszcze mocniej, żeby między naszymi ciałami nie pozostał nawet milimetr. Z każdą chwilą coraz mocniej na mnie napierał. Wplątałem palce w jego cudowne blond włosy. Nagle poczułem, jak jego dłonie zjeżdżą na moje plecy, a następnie coraz niżej. W końcu znalazły sobie miejsce na moich pośladkach. Kurde, no! Czy mój tyłek naprawdę jest taki świetny, że stał się obiektem pożądania obu Way'ów?!
  Po chwili poczułem, że Mikey mnie unosi i przyciska do siebie, oczywiście nadal trzymając mnie za tyłek. Oplotłem go nogami w pasie i oderwałem się od niego na moment, by zaczerpnąć powietrza. Jednak ta chwila nie trwała długo, bo blondyn ponownie przyssał się do moich ust. Ani na sekundę nie otworzyłem oczu. Jednak mimo to czułem, że chłopak mnie gdzieś zanosi. Nie pomyliłem się. Gdy rozchyliłem powieki zobaczyłem, że leżę na łóżku w sypialni Mikey'a. Chłopak usiadł mi na biodrach i pochylił, wpijając się w moje wargi. Rozchyliłem usta, a blondyn od razu wepchnął w nie język. Przez dłuższą chwilę toczyliśmy walkę o dominację, w której oczywiście przegrałem. Pod moją koszulką znalazły się jego zimne ręce, pod wpływem których cicho pisnąłem. Zaraz po tym górna część mojej garderoby znalazła się na podłodze.
- Co to ma być?! - niespodziewanie krzyknął. Tak tylko zgaduję, ale chyba znalazł pamiątki po Gerardzie.
- Jeszcze pytasz. Sam mi to zrobiłeś, a teraz wrzeszczysz. - udało mi się jakoś zwalić winę na niego, zachowując przy tym naturalny wyraz twarzy.
- Kiedy? - spytał. Chyba nie za bardzo mi wierzył.
- No wtedy po imprezie. Cholernie się upiłeś. - odparłem, wykorzystując fakt, że na imprezie, która miała miejsce dwa dni temu, razem się upiliśmy. Oczywiście Mikes wypił dużo, dużo więcej i urwał mu się filmik.
- A no tak. - po moich słowach złagodniał i nachylił się do mnie - Muszę przestać pić. Jak ja mogłem takiej cudownej chwili zapomnieć? - dodał, po czym agresywnie wpił się w moje usta.
Jego dłonie błądziły po moim torsie, wywołując u mnie dreszcz. Jednak opamiętałem się, gdy zaczął majstrować przy moim rozporku.
- Mikey, nie... - jęknąłem. Nigdy tego z nim nie robiłem i raczej nie chciałem próbować. Nie chodzi o to, że myślałem że był kiepski czy coś, po prostu nie byłem w stanie sypiać i z nim i z Gerardem na zmianę.
- Dlaczego nie? - spytał zdziwiony.
- Po prostu nie mam dziś nastroju. - kłamałem. Jak zawsze zresztą. Nie była to u mnie żadna nowość. Po tylu kłamstwach nawet sumienie przestało mnie męczyć. - Może chodźmy już spać? - zaproponowałem, po czym ściągnąłem swoje spodnie i wsunąłem się pod kołdrę.
- Skoro chcesz... - powiedział zdezorientowany, lecz jednak rozebrał się do bielizny i położył obok mnie.
- Dobranoc Mikey. - powiedziałem i ziewnąłem głośno, po czym ułożyłem wygodnie głowę na poduszce, w celu zaśnięcia.
- Dobranoc kochanie. - wyszeptał mi do ucha i pocałował czule w policzek. Chwilę później już usnąłem.
                                              ***
  Wstałem bardzo wcześnie rano. Mikey nadal sobie smacznie spał. Zwlokłem się z łóżka i w pośpiechu zacząłem zbierać swoje ubrania z podłogi. Ubrałem się szybko i już miałem wychodzić, kiedy przypomniał mi się blondyn. Nie mogę przecież tak po po prostu sobie wyjść. Wyszukałem więc jakąś czystą kartkę i napisałem wiadomość, że wyszedłem wcześniej, muszę coś pilnie załatwić. Oczywiście było to kolejne kłamstwo. Jednak nie bardzo się tym przejąłem, że po raz kolejny oszukuję osobę, na której mi zależy.
  Podszedłem cicho do łóżka, na którym drzemał blondyn. Położyłem kartkę z wiadomością obok niego na poduszce, na której sam spałem. Nie mogłem się powstrzymać, dlatego nachyliłem się i ucałowałem jego policzek. Widziałem, jak uśmiecha się przez sen. Urocze. Ponownie złożyłem pocałunek, tym razem na jego ustach. Na szczęście się nie obudził. Ruszyłem w stronę drzwi wyjściowych.
                                              ***
  Przez całe południe nie robiłem nic pożytecznego. Włóczyłem się tylko po mieście nie wiedząc co ze sobą zrobić. Mijałem kolejne, coraz to większe wystawy sklepów. Cholernie mi się nudziło. Co by tu zrobić...? Z Mikey'em widziałem się zaledwie kilka godzin temu. Mógłbym pójść do domu i po prostu posłuchać swoich ulubionych zespołów, grać na gitarze lub cokolwiek, ale nie... W domu jest moja matka, która nie znosi głośnej muzyki. Wprawdzie mam słuchawki, ale by się potem czepiała, że nie odpowiadam, jak mnie woła. Wiem! Mógłbym pójść do Gerarda, ale nie wiem, czy to dobry pomysł. Jakoś dziwnie by mi było z nim rozmawiać, a co dopiero, gdyby doszło do czegoś więcej (bez czego się nie obejdzie), kiedy w ostatnim czasie całowałem się z jego bratem. W sumie nie mam nic innego do roboty, a zdążyłem się już stęsknić za Gee.
                                           ***
  Nie pukając wszedłem do domu.Udałem się do salonu. Jeszcze w korytarzu usłyszałem głos Gerarda:
- Nawet nie wiesz, jak dobrze się nam układa z Frankiem.
O nie! Do kogo on to mówił? Błagam, tylko nie Mikey! Ale z kim innym Gee by rozmawiał na ten temat? Oni się nie mogli dowiedzieć.
  Powoli odwróciłem się i miałem zamiar się wycofać, lecz poczułem na sobie morderczy wzrok młodszego Way'a.
Jeszcze tylko jeden krok, dosięgnąć klamki i wydostanę się stąd. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Szczególnie, gdy za tobą stoi ktoś, kto chce cię zabić. Po chwili poczułem mocne szarpnięcie za włosy. Przewróciłem się na podłogę. Mikey usiadł na mnie okrakiem. Jego pięść gładko przesunęła się po moim policzku. Po raz drugi i trzeci. Z nosa pociekła mi dobrze znana, czerwona, ciepła ciecz.
Nagle ktoś zrzucił ze mnie chłopaka. Ja jednak nadal leżałem rozkojarzony na podłodze.
- Odjebało ci?! - czarnowłosy krzyknął na blondyna, podbiegając do mnie. - Frankie…
Zdołałem się podnieść do pozycji pionowej z małą pomocą Gerarda. Jego brat znów chciał się na mnie rzucić, lecz Gee w porę zareagował.
- Zostaw go - powiedziałem beznamiętnym tonem. Oboje spojrzeli na mnie zdziwieni - Należy mi się.
- Co? Czy ktoś w końcu mi powie, o co chodzi?!
Mój wzrok zatrzymał się na Mikey'u, który, jak sądziłem, nie miał zamiaru nic mówić. To nie miało tak wyglądać. Mieli się dowiedzieć w inny sposób. W ogóle nie mieli się dowiedzieć!
- Gerard, ja…- zawahałem się. Nie mogę mu powiedzieć, ale muszę. On mnie znienawidzi! Tak samo jak Mikey. - No bo ja od pewnego czasu.. Spotykam się z Mikey'em.
- Czekaj, czekaj… Od pewnego czasu spotykasz się z moim bratem i ze mną?!
- T-tak jakby…- Boże, gdyby czyjś wzrok mógł zabijać, pewnie dawno bym nie żył. Dwukrotnie!
- Ty… Wyjdź Frank! Nie chcę cię więcej widzieć. Wyjdź kurwa i odpierdol się ode mnie! Od nas!
- Ge… - próbowałem coś powiedzieć, jakoś to wytłumaczyć, chociaż wiedziałem, że i tak nic to nie da.
- Spierdalaj! - syknął starszy Way, po czym odwrócił się do mnie plecami. Widziałem malującą się na jego twarzy wściekłość, zmieszaną ze smutkiem i rozczarowaniem.
Nie chciałem tego dłużej słuchać. Nie mogłem. Nie mogłem patrzeć jak najbliższa mi osoba to robi. Nigdy sobie nie wyobrażałem, że tak się kiedyś stanie. Idioto! To twoja wina. Wszystko zepsułem… Po policzku spłynęła mi jedna, duża, słona łza, a za nią następne. Jak najszybciej wybiegłem z domu Way'ów.
Przebiegłem przez ulicę. Nie patrzyłem nawet na jadące nią samochody. Miałem wszystko w dupie. I tak nie mam już nikogo, nie mam dla kogo żyć… Nie mogę tu zostać!

  Wbiegłem do domu i w pośpiechu zacząłem pakować wszystkie moje rzeczy,napotkane po drodze. Muszę stąd wyjechać. Nie mogę żyć w tym mieście ze świadomością, że on jest tu, kilka ulic dalej. Nie zniósł bym myśli, że to wszystko mogłoby się potoczyć inaczej. Że mógłbym być z nim na zawsze. Z moją jedyną miłością.
- Frank?! Co ci się stało?! - wykrzyknęła moja matka, widząc mnie. Pewnie jeszcze miałem świeżą krew na twarzy.
- Nic! - warknąłem. - Wyprowadzam się!
-Co? Gdzie? - spytała zdziwiona.
- Do ciotki. Kocham cię, mamo. - powiedziałem i pocałowałem ją w policzek i zostawiłem samą na środku kuchni. Na pożegnanie dodałem - Nie martw się. To nie twoja wina, tylko moja. I mojej głupoty.
Gdy wychodziłem usłyszałem jeszcze jej krzyk“ ale co się stało?!”.
                                                    ***
  Szedłem ulicą miasta, w którym mieszkała moja ciotka, wlokąc za sobą duża walizkę. Z tego wszystkiego zapomniałem nawet nazwy. No nic. Moja ciocia była bardzo miłą osobą. Zawsze potrafiła mi doradzić w jakiś sprawach. Miała długie, czarne włosy i piwne oczy. Jej pełne usta przeważnie były pociągnięte bladoróżową szminką. Miała raczej jasną karnację, no chyba, że w lato.
  Cicho zapukałem do drzwi. Od razu stanęła w nich przerażona Marisa. była ubrana w ciemną bluzkę z logiem jakiegoś zespołu i szare rurki. Jak na matkę, to wyglądała dość młodo, a miała około 30 lat. Oczywiście matkę mojej kuzynki - 3 letniej Katie.
- Frankie! - rzuciła mi się na szyję. - Twoja matka wydzwaniała już do mnie chyba ze 100 razy! Co ci odbiło?! Wejdź kochanie do środka, potem pogadamy.
  Niepewnie wszedłem do małego przedpokoju, urządzonego w brązowych kolorach. Po mojej lewej stronie stała niewielka komoda i szafka na buty. Po prawej stronie wisiało ogromne lustro. Dopiero teraz miałem okazję się przejrzeć.Podkrążone oczy, rozwalony nos. W dodatku przecięta warga, czego wcześniej nie zauważyłem. Jednym słowem wyglądałem jak jakiś potwór z horrorów. Takim wyglądem mogłem przestraszyć małą Katie. No ale cóż, potem się ogarnę.
  Wszedłem do dosyć obszernej kuchni. Dominował kolor czerwony. Od razy rzuciło mi się w oczy zdjęcie formatu A4, które wisiało na lodówce. Przedstawiało ono mnie z ciotką i Katie. Obok stała moja mama. Skojarzyło mi się ono z Newark, a Newark z Way'ami, a Way'owie skojarzyli mi się z Gerardem. Moim chłopakiem. Byłym. Z moich oczu popłynęły łzy. Odruchowo otarłem je wierzchem dłoni, co nie uszło uwadze Marisy.
- Frankie? Co się stało? Poczekaj, zrobię nam kawy.
Jej mogę wszystko powiedzieć. Nigdy mnie nie zawiodła. Jak byłem młodszy to kryła mnie przed mamą, że paliłem papierosy. To były czasy.  Marisa nie była tylko “ciotką”. Była moją przyjaciółką. Do niej przychodziłem z każdym problemem. Postanowiłem, że i teraz jej wszystko opowiem.
- Frankie, idziesz? - usłyszałem wołanie z salonu. Aha, przez ten czas, kiedy ona robiła kawę, stałem w jednym miejscu jak gdyby nigdy nic? Pomyśli, że jestem zdrowo pieprznięty.
  Usiadłem na kanapie i opowiedziałem Marisie wszystko od znajomości z Gerardem, do czasu, jak ze swoim bratem wyrzucili mnie z domu. Starałem się przybliżyć jej najdrobniejszy szczegół. No, bez przesady. Przecież nie będę opowiadał, jak mi było dobrze, gdy z Gerardem… Myślę, że nie chciałaby tego słuchać.
  Moje opowiadanie właśnie się skończyło. Spojrzałem na ciotkę przerażonym wzrokiem. Czekałem na jej reakcję, jak zacznie mnie wyzywać od jakiś pieprzonych pedałów, czy coś, kiedy nic takiego się nie stało. Nadal siedziała z nieodgadniętym wyrazem twarzy, trzymając kubek z kawą w ręce.
- Hm… Trudna sprawa. Pewnie nie chcesz urazić żadnego z nich, ale którego tak naprawdę kochasz?
- Gerarda. - odparłem bez namysłu.
- Na pewno? -spytała.
Zamilkłem. Kochałem Gee. Mikey'a też kochałem, ale tak bardziej… jakby był moim bratem, a nie chłopakiem.
- Tak ciociu, kocham Gerarda, a Mikey'a traktuje jak brata, albo raczej jak najlepszego przyjaciela. - powiedziałem jej dokładnie to samo, o czym myślałem chwilę temu.
-Zatem, jeżeli on cię też kocha, a ty go szczerze przeprosisz i wszystko sobie wyjaśnicie w trójkę, to wszystko powinno być ok.
Taaa, ale pominęłaś jeden ważny szczegół, ciociu. Nie wspomniałaś jak trudna będzie ta rozmowa! A poza tym on mi nie wybaczy, tego co mu zrobiłem. Nie dość, że straciłem najlepszego przyjaciela, to jeszcze chłopaka. O tak! Mam przesrane!
- Wybaczą ci. - jakby czytała mi w myślach. Co za kobieta! - Nie martw się, a teraz idź spać, bo późno. Katie zaprowadzi cię do pokoju.
Po chwili przyczłapała do mnie moja kuzynka.
- Choć Flank. - powiedziała dziewczynka, sepleniąc. Złapała mnie za rękę i pociągła w stronę mojego tymczasowego pokoju.

  Ułożyłem głowę wygodnie na poduszce. I jak tu zasnąć?! Jeszcze długo wierciłem się i przewracałem z boku na bok. W końcu poszedłem do łazienki. Ochlapałem twarz zimną wodą, która spłynęła mi za koszulkę. Wstrząsnął mną drzesz. Spojrzałem w swoje odbicie w lustrze.Nic się nie zmieniło od poprzedniego razu, z wyjątkiem krwi na twarzy, po której teraz nie było śladu. Ciekawe czy… Tak! Za lustrem była szafka, w której znalazłem to, co trzeba. Tabletki nasenne. Wyciągnąłem dwie z pudełka i połknąłem, popijając wodą. Chyba były mocne, bo już po chwili poczułem, ze moje powieki stają się coraz cięższe. Powlokłem się z powrotem do łóżka i gapiąc w sufit, zasnąłem.

                                                  ****
  Minęło już kilka dni, odkąd mieszkam u ciotki. Nic się nie zdarzyło. Co dzień w kółko to samo. Nie będę tu teraz recytował na pamięć wszystkich czynności. Każdy dzień wyglądał dokładnie tak samo, a towarzyszyły mu niekontrolowane wybuchu płaczu, ilekroć przypomniałem sobie Gerarda. Wciąż za nim tęskniłem. Nie mogłem chociaż na chwilę o nim zapomnieć. Czasami potrafiłem siedzieć godzinami przy oknie i rozmyślać… Tworzyłem w głowie scenariusze, jak to będzie, kiedy wrócę. Nie mogę przecież siedzieć cioci na głowie do końca życia. Kiedyś będę musiał opuścić “bezpieczną strefę” i wrócić do Newark. Już sobie wyobrażam te nienawistne spojrzenia, czy wyzwiska skierowane do mnie na każdym kroku. Już nieraz miałem ochotę się zabić, ale pomyślałem o osobach. które mogę tym skrzywdzić. I nie, nie chodzi o Way'ów, tylko o moją rodzinę. Do tego czasu to oni byli moją najbliższą rodziną,ale pewnie nie odczuli by mojej straty.
  Przez ten cały czas chodziłem jakiś taki przygaszony. Nawet ciotka zaczęła się o mnie martwić i ciągle namawiała mnie do powrotu. Wiecznie miałem podkrążone oczy. Tak, nie spałem po nocach. Zawsze, gdy zmrużyłem oczy miałem przed sobą wizję wściekłego Gerarda, który zamierza mnie zabić. Wiem, że to chore. Mimo tego, co mu zrobiłem, on nie był by w stanie zrobić mi krzywdy. Wiem to.
  Siedziałem właśnie na krześle i wpatrywałem się w krople deszczy, spływające po oknie w moim pokoju. Byłem całkiem sam w domu.
Marisa pojechała z małą do lekarza, bo ta źle się czuła. Wpatrywałem się więc w krajobraz za oknem, gdy nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Niech spadają! Nie mam zamiaru otwierać! Niestety ten okropny dźwięk nie ustawał. Wręcz przeciwnie, był coraz bardziej natarczywy. Nawet nie można w samotności i spokoju poużalać się nad sobą!
  Wstałem z krzesła i wolnym krokiem ruszyłem w stronę tego idioty, któremu chciało się wyłazić w taką pogodę. Niechętnie przekręciłem zamek i otworzyłem drzwi. Przez chwilę stałem nieruchomo. Zrobiło mi się jakoś tak dziwnie słabo, gdy ujrzałem ową postać. Musiałem się oprzeć o framugę, bo nogi miałem jak z waty. Nie, to niemożliwe. Jeszcze raz spojrzałem na chłopaka. Te same czarne włosy, zielonkawo - brązowe oczy, ten sam cudowny uśmiech.
- Frank? Co ci jest? - BOŻE! Nawet ten sam głos. Niech mnie coś strzeli, ja chyba śnię. To nie może być prawda… A jednak. Co on tu robił?! Po co przyszedł?
- G-Gerard? C-co t-ty tu r-robisz? - spytałem drżącym głosem.
- W tej chwili? Stoję jak debil przed twoimi drzwiami i moknę na deszczu. I zastanawiam się, czy wpuścisz mnie do środka - Fakt! Zapomniałem, że padało. Musiał nieźle zmarznąć.
- Wchodź. Usiądź na kanapie w salonie. Zaraz do ciebie przyjdę. - wskazałem mu miejsce, a sam udałem się do kuchni, żeby zrobić coś ciepłego do picia.
  Po paru minutach kawa była gotowa. Wziąłem kubki i udałem się do pomieszczenia, gdzie czekał zmarznięty chłopak. Ustawiłem napoje na stoliku przed Gerardem i podszedłem do szafy, by wyjąć koc. Wróciłem na kanapę i otuliłem nim czarnowłosego. Przez chwilę miałem okazję, by się do niego przytulić. Oczywiście skorzystałem z sytuacji i wtuliłem się w niego, próbując przy okazji go ogrzać. Tak cholernie mi tego brakowało. W końcu miałem swoją przytulankę obok siebie. Ale chwilka. Przecież nie powinienem się tak do niego lepić po tym, jaką krzywdę mu wyrządziłem. Mimo tego, że sam mnie nie odepchnął, odsunąłem się od niego. Nie tyle odsunąłem, co odskoczyłem na drugi koniec kanapy.
- Po co przyjechałeś? Tylko błagam, nie dobijaj mnie. - jako pierwszy odważyłem się przerwać trwającą już jakieś 5 minut, niezręczną ciszę.
- Nie, Frankie. Po prostu coś rozumiałem… - odparł, wgapiając się w przestrzeń przed sobą.
- Co?
- Ale najpierw mam pytanie. - spojrzałem na niego pytająco. - Dałbyś mi jakieś ciuchy? Moje strasznie przemokły.
- A tak, jasne. - odpowiedział szybko i pobiegłem pędem na górę. Wygrzebałem z szafy koszulkę i jakieś szare rurki. Zbiegłem na dół, aby jak najszybciej mu je wręczyć. Wciąż się o niego bardzo martwiłem.
- Nie wiem, czy wejdziesz w spodnie. W końcu jestem trochę mniejszy. - powiedziałem, podając mu ciuchy.
- Poradzę sobie, dzięki.
Gerard poszedł do łazienki, a ja myślałem o tym, co on sobie uświadomił. I tak za kilka minut się dowiem. Nie miałem zbyt dużej nadziei na to, że do mnie wróci, ale watro spróbować. Postaram się mu to wytłumaczyć.
Po chwili chłopak wszedł do salonu. W samych bokserkach i koszulce! Zrobiło mi się ciepło. Gdyby nie to, że nie jesteśmy już razem to pewnie bym się na niego rzucił i zgwałcił na miejscu. Poczłapał do mnie i usadowił się obok.
- No cóż, jednak jestem trochę szerszy w biodrach i nie zmieściłem się do spodni. - powiedział siląc się na uśmiech. Ależ Gerardzie, twoje biodra są cudowne. Ta, gdyby nadal był moim chłopakiem na pewno bym mu to powiedział.
- Wiesz Gee, ja naprawdę cię przepraszam. - zacząłem niepewnie ten wrażliwy temat - Nie wiem dlaczego to robiłem. Moja “miłość” do Mikey'a nawet w połowie nie dorównywała miłości do ciebie. Tak cholernie cie przepraszam, tak mi teraz głupio. Wiem, że i tak mi nie wybaczysz… Dla ciebie pewnie teraz jestem idiotą, debilem, pojebem… albo po prostu nikim. Jeśli jest rzecz, którą mógłbym zrobić, żebyś mi wybaczył, to ja to zrobię. Tylko powiedz. Naprawdę mi na tobie zależy i zrobiłbym wszystko, żebyś do mnie wrócił. Albo chociaż, żebyśmy byli przyjaciółmi, bo nie potrafię żyć bez ciebie. Jesteś dla mnie wszystkim. Jesteś moją pierwszą, jedyną i prawdziwą miłością…
- Ejć! - przerwał mi,szybkim ruchem podnosząc dłoń do twarzy i parę raz energicznie przecierając powiekę. O co mu chodziło? - Naplułeś mi do oka. - dokończył z miną małego dziecka, któremu odebrano lizaka. No ale chwila! Czy moje przed chwilą wypowiedziane słowa w ogóle dotarły do jego uszu?
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! Ja tu cię przepraszam, a ty co?! A ty sobie jakby nigdy nic oko trzesz! - zacząłem krzyczeć na biednego Gerarda, który i tak sobie nic z tego nie robił.
- No i trafiłeś w drugie oko! Masz cholerny ślinotok. Weź coś z nim zrób. - powiedział pocierając drugie oko. Nie no, nie wytrzymam!
- Uduszę cię zaraz.
- Okej, ale mogę mieć prawo do ostatniego życzenia? - odparł z minką zbitego psa.
- No dajesz, zaskocz mnie. - rzekłem beznamiętnie. Ciekawe co ten idiota wymyśli.
On mi jednak nie odpowiedział. Pochylił się tylko do mnie i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. No i masz, zaskoczył mnie. Wrócił do dawnej pozycji, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Patrzył swoimi pięknymi ślepkami prosto w moje. Oczekiwał mojej reakcji, a ja nie robiłem nic. Siedziałem tylko zszokowany, z lekko uchylonymi ustami.
- Gerard, ja... nie spodziewałem się, że po tym... co ci zrobiłem... będziesz... będziemy... - zacząłem plątać się we własnej wypowiedzi. Kompletnie nie wiedziałem, jak poskładać to wszystko w całość. Byłem za bardzo zdezorientowany przez tą sytuację. Kiedy się o wszystkim dowiedział, kazał mi spierdalać, a teraz przyjeżdża do mnie i tak po prostu, jakby nigdy nic mnie całuje? Kurde, chyba kosmici mi go podmienili.
- Frank... pamiętasz jak po tamtym razie, zadzwonił ci telefon i później wyszedłeś, obiecując, że mi to wynagrodzisz? Właśnie nadeszła ta pora. - powiedział z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
- Tak, ale...
- Zamknij się! - krzyknął, po czym złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Napierał na mnie coraz bardziej, zmuszając tym samym, żebym się położył. W końcu uległem i opadłem z nim na kanapę. Nadal wyprawiał istne cuda z moim językiem. Niestety mebel był trochę za ciasny i tak się niefortunnie zdarzyło, że spadliśmy na podłogę, a raczej na miękki dywan. Oczywiście ja wylądowałem na dole. Nawet nie narzekałem, bo wygodnie się leżało. Przy upadku nieco podwinęła mi się koszulka, dlatego od razu wyczułem, jaki był mięciutki i delikatny. I tak przyjemnie łaskotał mnie w plecy. Przez chwile straciłem nad sobą kontrolę i z błogą miną zacząłem robić na dywanie “aniołka”. Dopiero po chwili się opamiętałem i otworzyłem oczy, by spojrzeć na Gerarda, który nie wiadomo co teraz o mnie myślał.
Nie było aż tak źle. Chyba. Siedział między moimi zgiętymi w kolanach nogami i gapił się na mnie z miną “WTF?”. Tak, jego reakcja peszyła mnie jeszcze bardziej.
- No Frankie. Widzę, że dostałeś orgazmu zanim zdążyłem cokolwiek zrobić. - zaczął się ze mnie nabijać.
- No ej. Nie moja wina, że to wyglądało jak wyglądało… - próbowałem się jakoś wytłumaczyć.
- No tak, to ten dywan zaczął cię molestować i jakoś samo tak wyszło… - wybuchnął jeszcze głośniejszym śmiechem. Już otwierałem usta, żeby coś powiedzieć, lecz chłopak wyprzedził mnie i zamknął je zaborczym pocałunkiem. Jego zimne ręce powędrowały pod moją koszulkę, wywołując u mnie dreszcz i ciche jęknięcie wprost w jego usta. Poczułem, że się uśmiecha. Po chwili dosłownie zerwaliśmy z siebie koszulki. Gee zjechał wargami ciut ciut niżej i zaczął robić mi malinki na szyi. Jęknąłem i odruchowo złapałem go za pośladki. Mmm, ależ on miał zgrabny tyłeczek. Zacząłem go macać, na co Gerard zareagował cichymi mruknięciami. Nie mogłem się powstrzymać i sprzedałem mu klapsa, na co on pisnął lepiej, niż niejedna dziewczyna.
  Chłopak po chwili podniósł się do pozycji siedzącej i zaczął majstrować przy moim pasku. Wystarczył moment i już, podobnie jak Gee, byłem w samej bieliźnie. Nie trwało to długo, bo moment później czarnowłosy gwałtownie je ze mnie zdarł. Na jego twarzy zagościł szatański uśmieszek. To był mój Gerard. W odpowiedzi szarpnąłem go w ten sposób, aby opadł obok mnie. Wykorzystując sytuację, podniosłem się i usadowiłem na jego biodrach. Nachyliłem się i pocałowałem delikatnie jego usta, następnie zjeżdżając na szyję, tors, podbrzusze... Przy akompaniamencie jęków Gerarda, zostawiałem na jego ciele mokre ślady. Gdy zjechałem już wystarczająco nisko, złapałem zębami za gumkę w jego bokserkach i gwałtownie pociągnąłem w dół. Uśmiechnąłem się pod nosem, kiedy chłopak leżał przede mną całkiem nagi. Ponownie usiadłem mu na biodrach i zacząłem całować jego tors. Poczułem, jak jego biodra powoli się poruszają. Z każdą chwilą wykonywał nimi coraz szybsze ruchy, ocierając się o moje krocze. Nie wytrzymałem i głośno jęknąłem. No ale chwila, ja tu miałem prowadzić, a nie on. Oparłem dłonie na jego bokach i przycisnąłem do podłogi.
- Kochanie, opanuj trochę bioderka. - szepnąłem, na co on szatańsko się uśmiechnął.
Jeden ruch chłopaka i teraz to ja znalazłem się na dole. Moje plany o dominacji gdzieś znikły. Gerard gestem dłoni pokazał mi, że mam się odwrócić do niego plecami.
- Nie…- wyszeptałem. - Chcę ci patrzeć w oczy.
- Jak wolisz, skarbie. - Co on powiedział?! Nieważne...
Złapał mnie za biodra i lekko uniósł je ku górze. Najdelikatniej jak potrafił wszedł we mnie i zaczął się powoli poruszać. Ciszę przerywały nasze płytkie oddechy i coraz częstsze jęki. Dobrze, że nie mieliśmy sąsiadów. Pewnie by już dzwonili na policję, że napadli moją ciotkę, czy coś...
-Mocniej Gee... - z moich ust wydobył się krzyk. Chłopak oczywiści wykonał moje polecenie.
Patrzyłem Gerardowi prosto w zielono-brązowe tęczówki, które co jakiś czas zasłaniały powieki. Co chwilę zalewała mnie fala bólu, która zaraz była całkowicie eliminowana falą przyjemności.
- Tak! Gerard!- krzyknąłem.
- Frank!
Już prawie! Jeszcze tylko kilka pchnięć i… Doszliśmy prawie w tym samym momencie. Gerard opadł obok mnie, agresywnie wpijając się w moje wargi. Dziwiłem się, że on jeszcze ma siłę.
- Kocham cię… wiesz? - wyszeptałem wprost do jego ucha.
- Wiem, Frankie. Też cię kocham. - odpowiedział cichutko i pocałował delikatnie w policzek.
- Gee…
- Tak?
- Przedtem powiedziałeś, że przyjechałeś tu, bo coś zrozumiałeś. Mógłbyś mi powiedzieć co to takiego? - spytałem niepewnie.
- Zrozumiałem, że jesteś dla mnie kimś ważnym. Za bardzo cię kocham, żeby tak po prostu z tego wszystkiego zrezygnować. Jesteś całym moim życiem. Kocham cię.
- Ja też cię kocham. - szepnąłem i delikatnie musnąłem jego wargi.
- Wiesz co… Trzeba by się powoli zbierać. Ciotka może tu wpaść w każdej chwili. - powiedziałem, spuszczając wzrok.
- I co z tego? Przecież wie, nie?
- No tak, tylko, że ona ma małą córkę.
- Co?! - Gerard zerwał się z miejsca, zaczął zbierać wszystkie rzeczy z podłogi i w pospiechu ubierać.
- Nie zabij - nie zdążyłem dokończyć, bo chłopak potknął się o coś i leżał "plackiem" na podłodze - się.
                                             ***
-Dzięki ciociu za wszystko. Odwiedzę was niedługo.-mówiłem, żegnając się z Marisą. Tak, wracałem do Newark z moim Gerardem, który stał przy samochodzie i czekał na mnie.
- Papa, kochanie. - dała mi całusa w policzek.
  Ruszyłem w stronę Gerarda i razem wsiedliśmy do samochodu. Pomachałem jeszcze przez szybę Marisie i Katie.
  Wracam do domu. Cieszyłem się na tą myśl, a jeszcze bardziej na to, z kim wracam. Przez całą drogę nie oderwaliśmy się od siebie z Gerardem. Mówił mi, że już rozmawiał na ten temat z Mikey'em, ale ja też będę musiał z nim pogadać, przeprosić za to wszystko. Starałem się teraz o tym nie myśleć.

0 komentarze:

Prześlij komentarz