Frank
- Mhhmm, Gerard! -
jęknąłem, kiedy wykonywał ostatnie, silne pchnięcie. Zaraz po tym
usłyszałem jego stłumiony krzyk. Po moim ciele rozeszło się przyjemne
ciepło. Chłopak wysunął się ze mnie i zmęczony opadł na łóżko. Już po
chwili leżałem wtulony w jego klatkę piersiową. Słyszałem, że nadal
ciężko łapał oddech, ja zresztą tak samo. Mimo to, przybliżył się do
mnie i wpił agresywnie w moje usta. Oddawałem pocałunek z wielkim
zapałem. Z każdą momentem stawał się on bardziej zachłanny. Zaczęło mi
już brakować życiodajnego tlenu. Jeszcze chwila i bym się udusił. Z
trudem udało mi się od niego oderwać. Nasze usta się rozłączyły, jednak
ciała nadal mocno do siebie przylegały. Gerard nachylił się do mnie tak,
że jego wargi dotykały mojego narządu słuchu.
- Chcę jeszcze raz...
- wyszeptał, po czym delikatnie przygryzł płatek mego ucha. No tak.
Znowu obudził się w nim ten niewyżyty królik. No cóż, trzeba przyznać,
że sam też nie wyrażałem sprzeciwu. Jeśli zaszła by taka potrzeba, to
mógłbym się z nim pieprzyć nawet i cały dzień.
Uwolniłem się z
jego silnego uścisku i usiadłem mu na biodrach okrakiem. Zsunąłem się
odrobinę niżej i pochyliłem nad nim. Zacząłem składać delikatne
pocałunki na jego torsie, jednocześnie wprawiając w ruch biodra. Gdy
nasze krocza się o siebie ocierały, z jego, a także i z moich, ust
wydobywały się ciche jęki. Niestety tę piękną chwilę przerwał nam sygnał
mojej komórki, zawiadamiający o tym, że przyszedł SMS. Na naszych
twarzach zagościł grymas niezadowolenia. Jakoś nie widziało mi się
przerywać aktualnej czynności i sądząc po minie Gerarda, on także nie
był za tym pomysłem. No ale w końcu musiałem odebrać, przecież mogło to
być coś ważnego.
- Błagam, nie przestawaj. - jęknął, gdy zatrzymałem
biodra i nie zmieniając pozycji, sięgnąłem po swój telefon leżący na
szafce stojącej obok łóżka.
- Wybacz, kochanie, ale muszę zobaczyć. -
westchnąłem, po czym widząc jego dziecinną minkę, pokazującą
niezadowolenie, musnąłem lekko wargami jego usta.
Jego ręce, które
dotąd spoczywały na moich plecach, zjechały na pośladki. Jednak nie
bardzo się tym przejąłem. Skoncentrowałem się teraz na wiadomości.
Ułożyłem
komórkę tuż obok głowy Gerarda w ten sposób, aby nie mógł odczytać
SMS-a. Chociaż i tak pewnie nie miał takiego zamiaru, bowiem był teraz
zajęty pieszczeniem mojego zadka. Otworzyłem wiadomość. Była od Mikey'a.
Jej treść była następująca: Cześć, kochanie. Mieliśmy się dzisiaj
spotkać, pamiętasz? xoxo Mikey. Szybko wystukałem na małej klawiaturce
odpowiedź, zamieszczając w niej, że trochę się spóźnię. Wysłałem i z
powrotem położyłem komórkę na szafce.
- Od kogo? - spytał czarnowłosy, ani na chwilę nie przerywając swojego jakże wciągającego zajęcia.
-
Nikt ważny. - odparłem obojętnym tonem, na potwierdzenie swoich słów. -
Ale wiesz... będę się już zbierać. Muszę pozałatwiać jeszcze parę spraw
na mieście. - mówiąc to, wstałem i zacząłem szukać po pokoju swoich
rzeczy. W ekspresowym tempie je ubrałem i podszedłem do Gerarda, aby
jeszcze raz złożyć na jego ustach pocałunek.
- Wynagrodzę ci to,
obiecuję. - powiedziałem, po raz kolejny muskając jego wargi swoimi
własnymi. W odpowiedzi dostałem tylko jego szatański uśmiech. No
mówiłem, niewyżyty królik!
Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z
pokoju. Gdyby nie ten SMS, całkowicie zapomniałbym o spotkaniu, a raczej
randce z Mikey'em. Tak,tak, dokładnie. Zdradzam Gerarda, z którym
jestem już od paru lat, z jego własnym bratem. Tyle, że chłopak nawet
nie ma pojęcia o moim zawiązku z Gee. Tak więc wychodzę na bezdusznego
drania, który myśli, że może mieć wszystkich. I że ci wszyscy są jego
osobistymi zabawkami. Ale nie, tak nie jest. Ja ich obu kocham. Tyle, że
nie wiem, którego bardziej. Gerard jest na swój sposób uroczy. Zawsze
się o mnie troszczy, jak o małe dziecko. I wcale mi to nie przeszkadza,
wręcz przeciwnie. A szczególnie lubiłem te jego teksty... "Franiu,
uważaj, gorące. Podmucham ci." "Franiu, skaleczyłeś się? Zaraz ci dam
plasterek." "Franiu, aż tak mocno się uderzyłeś? Daj, pocałuję." To
takie kochane z jego strony. Mikey bardzo się od niego różni. Jest
zakochany w tych swoich jednorożcach i tosterach, co wydaje się całkiem
słodkie. Rzadko się zdarza, żeby rozmawiał z Gerardem, więc nie muszę
się martwić, czy któryś któremuś coś o mnie powie.
Stałem właśnie
przed drzwiami domu Mikey'a. Zanim jednak odważyłem się nacisnąć
dzwonek, musiałem się trochę ogarnąć. Przecież po tym, co się wydarzyło
niecałą godzinę temu, nie mogłem tak po prostu do niego przyjść i
zachowywać się jakby nigdy nic.
Gdy trochę się rozluźniłem,
nacisnąłem przycisk. Rozległ się dzwonek. Chwilę potem usłyszałem kroki
Mikey'a. Zaraz po tym drzwi się otwarły i gwałtownie zostałem wciągnięty
do środka. Rozległ się trzask. Następnie chłopak przygniótł mnie do
ściany i zatopił się w moich ustach. Oczywiście oddałem pocałunek. Mikey
położył dłonie na moich biodrach. Rękoma oplotłem jego szyję i
przyciągnąłem do siebie jeszcze mocniej, żeby między naszymi ciałami nie
pozostał nawet milimetr. Z każdą chwilą coraz mocniej na mnie napierał.
Wplątałem palce w jego cudowne blond włosy. Nagle poczułem, jak jego
dłonie zjeżdżą na moje plecy, a następnie coraz niżej. W końcu znalazły
sobie miejsce na moich pośladkach. Kurde, no! Czy mój tyłek naprawdę
jest taki świetny, że stał się obiektem pożądania obu Way'ów?!
Po
chwili poczułem, że Mikey mnie unosi i przyciska do siebie, oczywiście
nadal trzymając mnie za tyłek. Oplotłem go nogami w pasie i oderwałem
się od niego na moment, by zaczerpnąć powietrza. Jednak ta chwila nie
trwała długo, bo blondyn ponownie przyssał się do moich ust. Ani na
sekundę nie otworzyłem oczu. Jednak mimo to czułem, że chłopak mnie
gdzieś zanosi. Nie pomyliłem się. Gdy rozchyliłem powieki zobaczyłem, że
leżę na łóżku w sypialni Mikey'a. Chłopak usiadł mi na biodrach i
pochylił, wpijając się w moje wargi. Rozchyliłem usta, a blondyn od razu
wepchnął w nie język. Przez dłuższą chwilę toczyliśmy walkę o
dominację, w której oczywiście przegrałem. Pod moją koszulką znalazły
się jego zimne ręce, pod wpływem których cicho pisnąłem. Zaraz po tym
górna część mojej garderoby znalazła się na podłodze.
- Co to ma być?! - niespodziewanie krzyknął. Tak tylko zgaduję, ale chyba znalazł pamiątki po Gerardzie.
-
Jeszcze pytasz. Sam mi to zrobiłeś, a teraz wrzeszczysz. - udało mi się
jakoś zwalić winę na niego, zachowując przy tym naturalny wyraz twarzy.
- Kiedy? - spytał. Chyba nie za bardzo mi wierzył.
-
No wtedy po imprezie. Cholernie się upiłeś. - odparłem, wykorzystując
fakt, że na imprezie, która miała miejsce dwa dni temu, razem się
upiliśmy. Oczywiście Mikes wypił dużo, dużo więcej i urwał mu się
filmik.
- A no tak. - po moich słowach złagodniał i nachylił się do
mnie - Muszę przestać pić. Jak ja mogłem takiej cudownej chwili
zapomnieć? - dodał, po czym agresywnie wpił się w moje usta.
Jego
dłonie błądziły po moim torsie, wywołując u mnie dreszcz. Jednak
opamiętałem się, gdy zaczął majstrować przy moim rozporku.
- Mikey,
nie... - jęknąłem. Nigdy tego z nim nie robiłem i raczej nie chciałem
próbować. Nie chodzi o to, że myślałem że był kiepski czy coś, po prostu
nie byłem w stanie sypiać i z nim i z Gerardem na zmianę.
- Dlaczego nie? - spytał zdziwiony.
-
Po prostu nie mam dziś nastroju. - kłamałem. Jak zawsze zresztą. Nie
była to u mnie żadna nowość. Po tylu kłamstwach nawet sumienie przestało
mnie męczyć. - Może chodźmy już spać? - zaproponowałem, po czym
ściągnąłem swoje spodnie i wsunąłem się pod kołdrę.
- Skoro chcesz... - powiedział zdezorientowany, lecz jednak rozebrał się do bielizny i położył obok mnie.
- Dobranoc Mikey. - powiedziałem i ziewnąłem głośno, po czym ułożyłem wygodnie głowę na poduszce, w celu zaśnięcia.
- Dobranoc kochanie. - wyszeptał mi do ucha i pocałował czule w policzek. Chwilę później już usnąłem.
***
Wstałem bardzo wcześnie rano. Mikey nadal sobie smacznie spał. Zwlokłem
się z łóżka i w pośpiechu zacząłem zbierać swoje ubrania z podłogi.
Ubrałem się szybko i już miałem wychodzić, kiedy przypomniał mi się
blondyn. Nie mogę przecież tak po po prostu sobie wyjść. Wyszukałem więc
jakąś czystą kartkę i napisałem wiadomość, że wyszedłem wcześniej,
muszę coś pilnie załatwić. Oczywiście było to kolejne kłamstwo. Jednak
nie bardzo się tym przejąłem, że po raz kolejny oszukuję osobę, na
której mi zależy.
Podszedłem cicho do łóżka, na którym drzemał
blondyn. Położyłem kartkę z wiadomością obok niego na poduszce, na
której sam spałem. Nie mogłem się powstrzymać, dlatego nachyliłem się i
ucałowałem jego policzek. Widziałem, jak uśmiecha się przez sen. Urocze.
Ponownie złożyłem pocałunek, tym razem na jego ustach. Na szczęście się
nie obudził. Ruszyłem w stronę drzwi wyjściowych.
***
Przez całe południe nie robiłem nic pożytecznego. Włóczyłem się tylko
po mieście nie wiedząc co ze sobą zrobić. Mijałem kolejne, coraz to
większe wystawy sklepów. Cholernie mi się nudziło. Co by tu zrobić...? Z
Mikey'em widziałem się zaledwie kilka godzin temu. Mógłbym pójść do
domu i po prostu posłuchać swoich ulubionych zespołów, grać na gitarze
lub cokolwiek, ale nie... W domu jest moja matka, która nie znosi
głośnej muzyki. Wprawdzie mam słuchawki, ale by się potem czepiała, że
nie odpowiadam, jak mnie woła. Wiem! Mógłbym pójść do Gerarda, ale nie
wiem, czy to dobry pomysł. Jakoś dziwnie by mi było z nim rozmawiać, a
co dopiero, gdyby doszło do czegoś więcej (bez czego się nie obejdzie),
kiedy w ostatnim czasie całowałem się z jego bratem. W sumie nie mam nic
innego do roboty, a zdążyłem się już stęsknić za Gee.
***
Nie pukając wszedłem do domu.Udałem się do salonu. Jeszcze w korytarzu usłyszałem głos Gerarda:
- Nawet nie wiesz, jak dobrze się nam układa z Frankiem.
O
nie! Do kogo on to mówił? Błagam, tylko nie Mikey! Ale z kim innym Gee
by rozmawiał na ten temat? Oni się nie mogli dowiedzieć.
Powoli odwróciłem się i miałem zamiar się wycofać, lecz poczułem na sobie morderczy wzrok młodszego Way'a.
Jeszcze
tylko jeden krok, dosięgnąć klamki i wydostanę się stąd. Łatwiej
powiedzieć, trudniej zrobić. Szczególnie, gdy za tobą stoi ktoś, kto
chce cię zabić. Po chwili poczułem mocne szarpnięcie za włosy.
Przewróciłem się na podłogę. Mikey usiadł na mnie okrakiem. Jego pięść
gładko przesunęła się po moim policzku. Po raz drugi i trzeci. Z nosa
pociekła mi dobrze znana, czerwona, ciepła ciecz.
Nagle ktoś zrzucił ze mnie chłopaka. Ja jednak nadal leżałem rozkojarzony na podłodze.
- Odjebało ci?! - czarnowłosy krzyknął na blondyna, podbiegając do mnie. - Frankie…
Zdołałem
się podnieść do pozycji pionowej z małą pomocą Gerarda. Jego brat znów
chciał się na mnie rzucić, lecz Gee w porę zareagował.
- Zostaw go - powiedziałem beznamiętnym tonem. Oboje spojrzeli na mnie zdziwieni - Należy mi się.
- Co? Czy ktoś w końcu mi powie, o co chodzi?!
Mój
wzrok zatrzymał się na Mikey'u, który, jak sądziłem, nie miał zamiaru
nic mówić. To nie miało tak wyglądać. Mieli się dowiedzieć w inny
sposób. W ogóle nie mieli się dowiedzieć!
- Gerard, ja…- zawahałem
się. Nie mogę mu powiedzieć, ale muszę. On mnie znienawidzi! Tak samo
jak Mikey. - No bo ja od pewnego czasu.. Spotykam się z Mikey'em.
- Czekaj, czekaj… Od pewnego czasu spotykasz się z moim bratem i ze mną?!
- T-tak jakby…- Boże, gdyby czyjś wzrok mógł zabijać, pewnie dawno bym nie żył. Dwukrotnie!
- Ty… Wyjdź Frank! Nie chcę cię więcej widzieć. Wyjdź kurwa i odpierdol się ode mnie! Od nas!
- Ge… - próbowałem coś powiedzieć, jakoś to wytłumaczyć, chociaż wiedziałem, że i tak nic to nie da.
-
Spierdalaj! - syknął starszy Way, po czym odwrócił się do mnie plecami.
Widziałem malującą się na jego twarzy wściekłość, zmieszaną ze smutkiem
i rozczarowaniem.
Nie chciałem tego dłużej słuchać. Nie mogłem. Nie
mogłem patrzeć jak najbliższa mi osoba to robi. Nigdy sobie nie
wyobrażałem, że tak się kiedyś stanie. Idioto! To twoja wina. Wszystko
zepsułem… Po policzku spłynęła mi jedna, duża, słona łza, a za nią
następne. Jak najszybciej wybiegłem z domu Way'ów.
Przebiegłem przez
ulicę. Nie patrzyłem nawet na jadące nią samochody. Miałem wszystko w
dupie. I tak nie mam już nikogo, nie mam dla kogo żyć… Nie mogę tu
zostać!
Wbiegłem do domu i w pośpiechu zacząłem pakować
wszystkie moje rzeczy,napotkane po drodze. Muszę stąd wyjechać. Nie mogę
żyć w tym mieście ze świadomością, że on jest tu, kilka ulic dalej. Nie
zniósł bym myśli, że to wszystko mogłoby się potoczyć inaczej. Że
mógłbym być z nim na zawsze. Z moją jedyną miłością.
- Frank?! Co ci się stało?! - wykrzyknęła moja matka, widząc mnie. Pewnie jeszcze miałem świeżą krew na twarzy.
- Nic! - warknąłem. - Wyprowadzam się!
-Co? Gdzie? - spytała zdziwiona.
-
Do ciotki. Kocham cię, mamo. - powiedziałem i pocałowałem ją w policzek
i zostawiłem samą na środku kuchni. Na pożegnanie dodałem - Nie martw
się. To nie twoja wina, tylko moja. I mojej głupoty.
Gdy wychodziłem usłyszałem jeszcze jej krzyk“ ale co się stało?!”.
***
Szedłem ulicą miasta, w którym mieszkała moja ciotka, wlokąc za sobą
duża walizkę. Z tego wszystkiego zapomniałem nawet nazwy. No nic. Moja
ciocia była bardzo miłą osobą. Zawsze potrafiła mi doradzić w jakiś
sprawach. Miała długie, czarne włosy i piwne oczy. Jej pełne usta
przeważnie były pociągnięte bladoróżową szminką. Miała raczej jasną
karnację, no chyba, że w lato.
Cicho zapukałem do drzwi. Od razu
stanęła w nich przerażona Marisa. była ubrana w ciemną bluzkę z logiem
jakiegoś zespołu i szare rurki. Jak na matkę, to wyglądała dość młodo, a
miała około 30 lat. Oczywiście matkę mojej kuzynki - 3 letniej Katie.
-
Frankie! - rzuciła mi się na szyję. - Twoja matka wydzwaniała już do
mnie chyba ze 100 razy! Co ci odbiło?! Wejdź kochanie do środka, potem
pogadamy.
Niepewnie wszedłem do małego przedpokoju, urządzonego w
brązowych kolorach. Po mojej lewej stronie stała niewielka komoda i
szafka na buty. Po prawej stronie wisiało ogromne lustro. Dopiero teraz
miałem okazję się przejrzeć.Podkrążone oczy, rozwalony nos. W dodatku
przecięta warga, czego wcześniej nie zauważyłem. Jednym słowem
wyglądałem jak jakiś potwór z horrorów. Takim wyglądem mogłem
przestraszyć małą Katie. No ale cóż, potem się ogarnę.
Wszedłem do
dosyć obszernej kuchni. Dominował kolor czerwony. Od razy rzuciło mi się
w oczy zdjęcie formatu A4, które wisiało na lodówce. Przedstawiało ono
mnie z ciotką i Katie. Obok stała moja mama. Skojarzyło mi się ono z
Newark, a Newark z Way'ami, a Way'owie skojarzyli mi się z Gerardem.
Moim chłopakiem. Byłym. Z moich oczu popłynęły łzy. Odruchowo otarłem je
wierzchem dłoni, co nie uszło uwadze Marisy.
- Frankie? Co się stało? Poczekaj, zrobię nam kawy.
Jej
mogę wszystko powiedzieć. Nigdy mnie nie zawiodła. Jak byłem młodszy to
kryła mnie przed mamą, że paliłem papierosy. To były czasy. Marisa nie
była tylko “ciotką”. Była moją przyjaciółką. Do niej przychodziłem z
każdym problemem. Postanowiłem, że i teraz jej wszystko opowiem.
-
Frankie, idziesz? - usłyszałem wołanie z salonu. Aha, przez ten czas,
kiedy ona robiła kawę, stałem w jednym miejscu jak gdyby nigdy nic?
Pomyśli, że jestem zdrowo pieprznięty.
Usiadłem na kanapie i
opowiedziałem Marisie wszystko od znajomości z Gerardem, do czasu, jak
ze swoim bratem wyrzucili mnie z domu. Starałem się przybliżyć jej
najdrobniejszy szczegół. No, bez przesady. Przecież nie będę opowiadał,
jak mi było dobrze, gdy z Gerardem… Myślę, że nie chciałaby tego
słuchać.
Moje opowiadanie właśnie się skończyło. Spojrzałem na
ciotkę przerażonym wzrokiem. Czekałem na jej reakcję, jak zacznie mnie
wyzywać od jakiś pieprzonych pedałów, czy coś, kiedy nic takiego się nie
stało. Nadal siedziała z nieodgadniętym wyrazem twarzy, trzymając kubek
z kawą w ręce.
- Hm… Trudna sprawa. Pewnie nie chcesz urazić żadnego z nich, ale którego tak naprawdę kochasz?
- Gerarda. - odparłem bez namysłu.
- Na pewno? -spytała.
Zamilkłem. Kochałem Gee. Mikey'a też kochałem, ale tak bardziej… jakby był moim bratem, a nie chłopakiem.
-
Tak ciociu, kocham Gerarda, a Mikey'a traktuje jak brata, albo raczej
jak najlepszego przyjaciela. - powiedziałem jej dokładnie to samo, o
czym myślałem chwilę temu.
-Zatem, jeżeli on cię też kocha, a ty go szczerze przeprosisz i wszystko sobie wyjaśnicie w trójkę, to wszystko powinno być ok.
Taaa,
ale pominęłaś jeden ważny szczegół, ciociu. Nie wspomniałaś jak trudna
będzie ta rozmowa! A poza tym on mi nie wybaczy, tego co mu zrobiłem.
Nie dość, że straciłem najlepszego przyjaciela, to jeszcze chłopaka. O
tak! Mam przesrane!
- Wybaczą ci. - jakby czytała mi w myślach. Co za
kobieta! - Nie martw się, a teraz idź spać, bo późno. Katie zaprowadzi
cię do pokoju.
Po chwili przyczłapała do mnie moja kuzynka.
- Choć Flank. - powiedziała dziewczynka, sepleniąc. Złapała mnie za rękę i pociągła w stronę mojego tymczasowego pokoju.
Ułożyłem głowę wygodnie na poduszce. I jak tu zasnąć?! Jeszcze długo
wierciłem się i przewracałem z boku na bok. W końcu poszedłem do
łazienki. Ochlapałem twarz zimną wodą, która spłynęła mi za koszulkę.
Wstrząsnął mną drzesz. Spojrzałem w swoje odbicie w lustrze.Nic się nie
zmieniło od poprzedniego razu, z wyjątkiem krwi na twarzy, po której
teraz nie było śladu. Ciekawe czy… Tak! Za lustrem była szafka, w której
znalazłem to, co trzeba. Tabletki nasenne. Wyciągnąłem dwie z pudełka i
połknąłem, popijając wodą. Chyba były mocne, bo już po chwili poczułem,
ze moje powieki stają się coraz cięższe. Powlokłem się z powrotem do
łóżka i gapiąc w sufit, zasnąłem.
****
Minęło już kilka dni, odkąd mieszkam u ciotki. Nic się nie zdarzyło. Co
dzień w kółko to samo. Nie będę tu teraz recytował na pamięć wszystkich
czynności. Każdy dzień wyglądał dokładnie tak samo, a towarzyszyły mu
niekontrolowane wybuchu płaczu, ilekroć przypomniałem sobie Gerarda.
Wciąż za nim tęskniłem. Nie mogłem chociaż na chwilę o nim zapomnieć.
Czasami potrafiłem siedzieć godzinami przy oknie i rozmyślać… Tworzyłem w
głowie scenariusze, jak to będzie, kiedy wrócę. Nie mogę przecież
siedzieć cioci na głowie do końca życia. Kiedyś będę musiał opuścić
“bezpieczną strefę” i wrócić do Newark. Już sobie wyobrażam te
nienawistne spojrzenia, czy wyzwiska skierowane do mnie na każdym kroku.
Już nieraz miałem ochotę się zabić, ale pomyślałem o osobach. które
mogę tym skrzywdzić. I nie, nie chodzi o Way'ów, tylko o moją rodzinę.
Do tego czasu to oni byli moją najbliższą rodziną,ale pewnie nie odczuli
by mojej straty.
Przez ten cały czas chodziłem jakiś taki
przygaszony. Nawet ciotka zaczęła się o mnie martwić i ciągle namawiała
mnie do powrotu. Wiecznie miałem podkrążone oczy. Tak, nie spałem po
nocach. Zawsze, gdy zmrużyłem oczy miałem przed sobą wizję wściekłego
Gerarda, który zamierza mnie zabić. Wiem, że to chore. Mimo tego, co mu
zrobiłem, on nie był by w stanie zrobić mi krzywdy. Wiem to.
Siedziałem właśnie na krześle i wpatrywałem się w krople deszczy, spływające po oknie w moim pokoju. Byłem całkiem sam w domu.
Marisa
pojechała z małą do lekarza, bo ta źle się czuła. Wpatrywałem się więc w
krajobraz za oknem, gdy nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Niech
spadają! Nie mam zamiaru otwierać! Niestety ten okropny dźwięk nie
ustawał. Wręcz przeciwnie, był coraz bardziej natarczywy. Nawet nie
można w samotności i spokoju poużalać się nad sobą!
Wstałem z
krzesła i wolnym krokiem ruszyłem w stronę tego idioty, któremu chciało
się wyłazić w taką pogodę. Niechętnie przekręciłem zamek i otworzyłem
drzwi. Przez chwilę stałem nieruchomo. Zrobiło mi się jakoś tak dziwnie
słabo, gdy ujrzałem ową postać. Musiałem się oprzeć o framugę, bo nogi
miałem jak z waty. Nie, to niemożliwe. Jeszcze raz spojrzałem na
chłopaka. Te same czarne włosy, zielonkawo - brązowe oczy, ten sam
cudowny uśmiech.
- Frank? Co ci jest? - BOŻE! Nawet ten sam głos.
Niech mnie coś strzeli, ja chyba śnię. To nie może być prawda… A jednak.
Co on tu robił?! Po co przyszedł?
- G-Gerard? C-co t-ty tu r-robisz? - spytałem drżącym głosem.
-
W tej chwili? Stoję jak debil przed twoimi drzwiami i moknę na deszczu.
I zastanawiam się, czy wpuścisz mnie do środka - Fakt! Zapomniałem, że
padało. Musiał nieźle zmarznąć.
- Wchodź. Usiądź na kanapie w
salonie. Zaraz do ciebie przyjdę. - wskazałem mu miejsce, a sam udałem
się do kuchni, żeby zrobić coś ciepłego do picia.
Po paru minutach
kawa była gotowa. Wziąłem kubki i udałem się do pomieszczenia, gdzie
czekał zmarznięty chłopak. Ustawiłem napoje na stoliku przed Gerardem i
podszedłem do szafy, by wyjąć koc. Wróciłem na kanapę i otuliłem nim
czarnowłosego. Przez chwilę miałem okazję, by się do niego przytulić.
Oczywiście skorzystałem z sytuacji i wtuliłem się w niego, próbując przy
okazji go ogrzać. Tak cholernie mi tego brakowało. W końcu miałem swoją
przytulankę obok siebie. Ale chwilka. Przecież nie powinienem się tak
do niego lepić po tym, jaką krzywdę mu wyrządziłem. Mimo tego, że sam
mnie nie odepchnął, odsunąłem się od niego. Nie tyle odsunąłem, co
odskoczyłem na drugi koniec kanapy.
- Po co przyjechałeś? Tylko
błagam, nie dobijaj mnie. - jako pierwszy odważyłem się przerwać
trwającą już jakieś 5 minut, niezręczną ciszę.
- Nie, Frankie. Po prostu coś rozumiałem… - odparł, wgapiając się w przestrzeń przed sobą.
- Co?
- Ale najpierw mam pytanie. - spojrzałem na niego pytająco. - Dałbyś mi jakieś ciuchy? Moje strasznie przemokły.
-
A tak, jasne. - odpowiedział szybko i pobiegłem pędem na górę.
Wygrzebałem z szafy koszulkę i jakieś szare rurki. Zbiegłem na dół, aby
jak najszybciej mu je wręczyć. Wciąż się o niego bardzo martwiłem.
- Nie wiem, czy wejdziesz w spodnie. W końcu jestem trochę mniejszy. - powiedziałem, podając mu ciuchy.
- Poradzę sobie, dzięki.
Gerard
poszedł do łazienki, a ja myślałem o tym, co on sobie uświadomił. I tak
za kilka minut się dowiem. Nie miałem zbyt dużej nadziei na to, że do
mnie wróci, ale watro spróbować. Postaram się mu to wytłumaczyć.
Po
chwili chłopak wszedł do salonu. W samych bokserkach i koszulce! Zrobiło
mi się ciepło. Gdyby nie to, że nie jesteśmy już razem to pewnie bym
się na niego rzucił i zgwałcił na miejscu. Poczłapał do mnie i usadowił
się obok.
- No cóż, jednak jestem trochę szerszy w biodrach i nie
zmieściłem się do spodni. - powiedział siląc się na uśmiech. Ależ
Gerardzie, twoje biodra są cudowne. Ta, gdyby nadal był moim chłopakiem
na pewno bym mu to powiedział.
- Wiesz Gee, ja naprawdę cię
przepraszam. - zacząłem niepewnie ten wrażliwy temat - Nie wiem dlaczego
to robiłem. Moja “miłość” do Mikey'a nawet w połowie nie dorównywała
miłości do ciebie. Tak cholernie cie przepraszam, tak mi teraz głupio.
Wiem, że i tak mi nie wybaczysz… Dla ciebie pewnie teraz jestem idiotą,
debilem, pojebem… albo po prostu nikim. Jeśli jest rzecz, którą mógłbym
zrobić, żebyś mi wybaczył, to ja to zrobię. Tylko powiedz. Naprawdę mi
na tobie zależy i zrobiłbym wszystko, żebyś do mnie wrócił. Albo
chociaż, żebyśmy byli przyjaciółmi, bo nie potrafię żyć bez ciebie.
Jesteś dla mnie wszystkim. Jesteś moją pierwszą, jedyną i prawdziwą
miłością…
- Ejć! - przerwał mi,szybkim ruchem podnosząc dłoń do
twarzy i parę raz energicznie przecierając powiekę. O co mu chodziło? -
Naplułeś mi do oka. - dokończył z miną małego dziecka, któremu odebrano
lizaka. No ale chwila! Czy moje przed chwilą wypowiedziane słowa w ogóle
dotarły do jego uszu?
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! Ja tu cię
przepraszam, a ty co?! A ty sobie jakby nigdy nic oko trzesz! - zacząłem
krzyczeć na biednego Gerarda, który i tak sobie nic z tego nie robił.
-
No i trafiłeś w drugie oko! Masz cholerny ślinotok. Weź coś z nim zrób.
- powiedział pocierając drugie oko. Nie no, nie wytrzymam!
- Uduszę cię zaraz.
- Okej, ale mogę mieć prawo do ostatniego życzenia? - odparł z minką zbitego psa.
- No dajesz, zaskocz mnie. - rzekłem beznamiętnie. Ciekawe co ten idiota wymyśli.
On
mi jednak nie odpowiedział. Pochylił się tylko do mnie i złożył
delikatny pocałunek na moich ustach. No i masz, zaskoczył mnie. Wrócił
do dawnej pozycji, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Patrzył swoimi
pięknymi ślepkami prosto w moje. Oczekiwał mojej reakcji, a ja nie
robiłem nic. Siedziałem tylko zszokowany, z lekko uchylonymi ustami.
-
Gerard, ja... nie spodziewałem się, że po tym... co ci zrobiłem...
będziesz... będziemy... - zacząłem plątać się we własnej wypowiedzi.
Kompletnie nie wiedziałem, jak poskładać to wszystko w całość. Byłem za
bardzo zdezorientowany przez tą sytuację. Kiedy się o wszystkim
dowiedział, kazał mi spierdalać, a teraz przyjeżdża do mnie i tak po
prostu, jakby nigdy nic mnie całuje? Kurde, chyba kosmici mi go
podmienili.
- Frank... pamiętasz jak po tamtym razie, zadzwonił ci
telefon i później wyszedłeś, obiecując, że mi to wynagrodzisz? Właśnie
nadeszła ta pora. - powiedział z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
- Tak, ale...
-
Zamknij się! - krzyknął, po czym złączył nasze usta w namiętnym
pocałunku. Napierał na mnie coraz bardziej, zmuszając tym samym, żebym
się położył. W końcu uległem i opadłem z nim na kanapę. Nadal wyprawiał
istne cuda z moim językiem. Niestety mebel był trochę za ciasny i tak
się niefortunnie zdarzyło, że spadliśmy na podłogę, a raczej na miękki
dywan. Oczywiście ja wylądowałem na dole. Nawet nie narzekałem, bo
wygodnie się leżało. Przy upadku nieco podwinęła mi się koszulka,
dlatego od razu wyczułem, jaki był mięciutki i delikatny. I tak
przyjemnie łaskotał mnie w plecy. Przez chwile straciłem nad sobą
kontrolę i z błogą miną zacząłem robić na dywanie “aniołka”. Dopiero po
chwili się opamiętałem i otworzyłem oczy, by spojrzeć na Gerarda, który
nie wiadomo co teraz o mnie myślał.
Nie było aż tak źle. Chyba.
Siedział między moimi zgiętymi w kolanach nogami i gapił się na mnie z
miną “WTF?”. Tak, jego reakcja peszyła mnie jeszcze bardziej.
- No Frankie. Widzę, że dostałeś orgazmu zanim zdążyłem cokolwiek zrobić. - zaczął się ze mnie nabijać.
- No ej. Nie moja wina, że to wyglądało jak wyglądało… - próbowałem się jakoś wytłumaczyć.
-
No tak, to ten dywan zaczął cię molestować i jakoś samo tak wyszło… -
wybuchnął jeszcze głośniejszym śmiechem. Już otwierałem usta, żeby coś
powiedzieć, lecz chłopak wyprzedził mnie i zamknął je zaborczym
pocałunkiem. Jego zimne ręce powędrowały pod moją koszulkę, wywołując u
mnie dreszcz i ciche jęknięcie wprost w jego usta. Poczułem, że się
uśmiecha. Po chwili dosłownie zerwaliśmy z siebie koszulki. Gee zjechał
wargami ciut ciut niżej i zaczął robić mi malinki na szyi. Jęknąłem i
odruchowo złapałem go za pośladki. Mmm, ależ on miał zgrabny tyłeczek.
Zacząłem go macać, na co Gerard zareagował cichymi mruknięciami. Nie
mogłem się powstrzymać i sprzedałem mu klapsa, na co on pisnął lepiej,
niż niejedna dziewczyna.
Chłopak po chwili podniósł się do pozycji
siedzącej i zaczął majstrować przy moim pasku. Wystarczył moment i już,
podobnie jak Gee, byłem w samej bieliźnie. Nie trwało to długo, bo
moment później czarnowłosy gwałtownie je ze mnie zdarł. Na jego twarzy
zagościł szatański uśmieszek. To był mój Gerard. W odpowiedzi szarpnąłem
go w ten sposób, aby opadł obok mnie. Wykorzystując sytuację,
podniosłem się i usadowiłem na jego biodrach. Nachyliłem się i
pocałowałem delikatnie jego usta, następnie zjeżdżając na szyję, tors,
podbrzusze... Przy akompaniamencie jęków Gerarda, zostawiałem na jego
ciele mokre ślady. Gdy zjechałem już wystarczająco nisko, złapałem
zębami za gumkę w jego bokserkach i gwałtownie pociągnąłem w dół.
Uśmiechnąłem się pod nosem, kiedy chłopak leżał przede mną całkiem nagi.
Ponownie usiadłem mu na biodrach i zacząłem całować jego tors.
Poczułem, jak jego biodra powoli się poruszają. Z każdą chwilą wykonywał
nimi coraz szybsze ruchy, ocierając się o moje krocze. Nie wytrzymałem i
głośno jęknąłem. No ale chwila, ja tu miałem prowadzić, a nie on.
Oparłem dłonie na jego bokach i przycisnąłem do podłogi.
- Kochanie, opanuj trochę bioderka. - szepnąłem, na co on szatańsko się uśmiechnął.
Jeden
ruch chłopaka i teraz to ja znalazłem się na dole. Moje plany o
dominacji gdzieś znikły. Gerard gestem dłoni pokazał mi, że mam się
odwrócić do niego plecami.
- Nie…- wyszeptałem. - Chcę ci patrzeć w oczy.
- Jak wolisz, skarbie. - Co on powiedział?! Nieważne...
Złapał
mnie za biodra i lekko uniósł je ku górze. Najdelikatniej jak potrafił
wszedł we mnie i zaczął się powoli poruszać. Ciszę przerywały nasze
płytkie oddechy i coraz częstsze jęki. Dobrze, że nie mieliśmy sąsiadów.
Pewnie by już dzwonili na policję, że napadli moją ciotkę, czy coś...
-Mocniej Gee... - z moich ust wydobył się krzyk. Chłopak oczywiści wykonał moje polecenie.
Patrzyłem
Gerardowi prosto w zielono-brązowe tęczówki, które co jakiś czas
zasłaniały powieki. Co chwilę zalewała mnie fala bólu, która zaraz była
całkowicie eliminowana falą przyjemności.
- Tak! Gerard!- krzyknąłem.
- Frank!
Już
prawie! Jeszcze tylko kilka pchnięć i… Doszliśmy prawie w tym samym
momencie. Gerard opadł obok mnie, agresywnie wpijając się w moje wargi.
Dziwiłem się, że on jeszcze ma siłę.
- Kocham cię… wiesz? - wyszeptałem wprost do jego ucha.
- Wiem, Frankie. Też cię kocham. - odpowiedział cichutko i pocałował delikatnie w policzek.
- Gee…
- Tak?
- Przedtem powiedziałeś, że przyjechałeś tu, bo coś zrozumiałeś. Mógłbyś mi powiedzieć co to takiego? - spytałem niepewnie.
-
Zrozumiałem, że jesteś dla mnie kimś ważnym. Za bardzo cię kocham, żeby
tak po prostu z tego wszystkiego zrezygnować. Jesteś całym moim życiem.
Kocham cię.
- Ja też cię kocham. - szepnąłem i delikatnie musnąłem jego wargi.
- Wiesz co… Trzeba by się powoli zbierać. Ciotka może tu wpaść w każdej chwili. - powiedziałem, spuszczając wzrok.
- I co z tego? Przecież wie, nie?
- No tak, tylko, że ona ma małą córkę.
- Co?! - Gerard zerwał się z miejsca, zaczął zbierać wszystkie rzeczy z podłogi i w pospiechu ubierać.
- Nie zabij - nie zdążyłem dokończyć, bo chłopak potknął się o coś i leżał "plackiem" na podłodze - się.
***
-Dzięki
ciociu za wszystko. Odwiedzę was niedługo.-mówiłem, żegnając się z
Marisą. Tak, wracałem do Newark z moim Gerardem, który stał przy
samochodzie i czekał na mnie.
- Papa, kochanie. - dała mi całusa w policzek.
Ruszyłem w stronę Gerarda i razem wsiedliśmy do samochodu. Pomachałem jeszcze przez szybę Marisie i Katie.
Wracam do domu. Cieszyłem się na tą myśl, a jeszcze bardziej na to, z
kim wracam. Przez całą drogę nie oderwaliśmy się od siebie z Gerardem.
Mówił mi, że już rozmawiał na ten temat z Mikey'em, ale ja też będę
musiał z nim pogadać, przeprosić za to wszystko. Starałem się teraz o
tym nie myśleć.
niedziela, 14 października 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz