niedziela, 14 października 2012

Rozdział 17

Gerard

-Frank? Mam do ciebie taką małą sprawę. Jak nie chcesz to powiedz... Wiem, że może jeszcze źle się czujesz od tamtego pobicia, ale w końcu minęło już dwa tygodnie.
-Oświeć mnie, bo dalej nie wiem o co chodzi. -zrobił minę dziecka, któremu ktoś zabrał lizaka. Te oczy... Te słodkie oczy! Nie wytrzymałem. Rzuciłem się na niego i gwałtownie wpiłem w jego usta.
Po kilku sekundach, które były dla mnie wiecznością, chłopak zdołał się ode mnie oderwać.
-Geeeeeeeraaaaaard!
-Co?
-No właśnie, co? Co chciałeś mi powiedzieć?
-A tak! Poszedłbyś dzisiaj ze mną na imprezę. Urodziny koleżanki. Obiecałem jej, że przyjdę...
-Gee... Nie chce mi się.
-Nie musisz. Pójdę tam na dwie godzinki i potem wrócę do ciebie, skarbie. -zanim zdążył zaprotestować znów go pocałowałem. Tym razem delikatniej. -To ja się będę zbierać.
Chłopak spojrzał na mnie zawiedzionym wzrokiem. Posłałem mu mój najlepszy uśmiech i poszedłem się ubrać. Nie chciałem go zostawiać, ale ta dziewczyna by mnie zabiła, gdybym nie przyszedł.

***

 Znajdowałem się w salonie pełnym nawalonych i naćpanych ludzi, tańczących naokoło mnie. Sam też nie byłem w najlepszym stanie. Jak pamiętam, to ostatnio paliłem jakieś zioło w kiblu z grupką dziewczyn. Teraz stałem pod ścianą trzymając w ręce piwo. Wziąłem kilka łyków po czym chwiejnym krokiem udałem się w kierunku kuchni. Obiecałem Frankowi, że się nie upije, ale cóż... To było silniejsze ode mnie.
Po drodze wpadłem na całujące się pary i innych ludzi. Po chwili trafiłem do jakiegoś pomieszczenia. Nie obchodziło mnie, gdzie się znajdowałem. Zakręciło mi się w głowie i zwróciłem zawartość swojego żołądka na dywan. Ciężko dysząc oparłem się o ścianę.
-Gerard? - wydawało mi się, że znam ten głos. - Ehh, a ty znowu... Nieważne. Chodź, zaprowadzę cię do domu.
Dziewczyna chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku wyjścia. Nie wyrażałem sprzeciwu. Gdy znaleźliśmy się na ulicy, poszliśmy w kierunku (tak mi się wydawało)
mojego domu. Światła oświecające okolicę zlewały się ze sobą. Co chwilę potykałem się o swoje nogi. Nie miałem na nic siły.
-Zostaw mnie Vicki... - sam się zdziwiłem, że ją poznałem.
-Nie ma mowy! - odparła stanowczo i znów ruszyliśmy drogą.
  Dziewczyna z trudem wydobyła klucze z kieszeni moich obcisłych spodni. Lekko się kołysząc wszedłem do pomieszczenia. Na szczęście rodziców nie było w domu.
Pewnie poszli na randkę. W tym wieku?! Cóż, nie będę się czepiać.
Wtem ujrzałem na schodach drobną postać.
-Miałeś być 4 godziny temu! - krzyknęła ów postać. - Wiesz, jak ja się o ciebie martwiłem?! I w ogóle dlaczego jesteś pijany?!
-Frank - z trudem wymówiłem jego imię, gdyż kolejny raz zalała mnie fala mdłości. Starałem się nie zwymiotować.- Opanuj się...
-Ja mam się opanować?! Coś ty ze sobą zrobił?!
-Odwal się ode mnie! - krzyknąłem.
-Przecież obiecałeś...
-Może żartowałem.
-Boże Gerard! Czy ty umiesz dotrzymać obietnicy?! Myślałem, że mnie kochasz...
-Hm... Też tak myślałem, do czasu... - co ja powiedziałem? Słowa same się ze mnie wylewały. Nie mogłem tego powstrzymać. 
-Co?! Co powiedziałeś?!
-Do czasu, aż poznałem ją. - wskazałem podbródkiem na szczupłą dziewczynę, stojącą pod ścianą. Co ja robiłem?! Przecież ja nawet jej nie lubię. Nie mogłem tego kontrolować.
Nagle poczułem czyjeś ciepłe usta na moich. Ku mojemu zdziwieniu nie były to wargi Franka, tylko Victorii. I w dodatku to ja ją całowałem. Jak oparzony odsunąłem się od niej.
Frank stał przy schodach ze łzami w oczach. Chciałem mu coś powiedzieć, przeprosić, ale chłopak pobiegł na górę. Miałem zamiar udać się za nim, lecz gdy zrobiłem jeden krok, runąłem na podłogę. Powiedziałem tylko ciche "Frankie...".
Urwał mi się film.  


Frank




Nie! Nie! Nie! To niemożliwe! W tej chwili czułem się jakby dziesięć razy przejechała po mnie stu-tonowa ciężarówka. Łzy strumieniem ciekły mi po policzku. A on! On dalej namiętnie ją całował. Mój Gerard całował się z jakąś obcą mi dziewczyną! Chłopak nagle się od niej odsunął i spojrzał na mnie. Nie mogłem dłużej patrzeć w jego
przepiękne oczy. Odwróciłem się i pobiegłem na górę. Wszedłem do pokoju i w pośpiechu pakowałem swoje rzeczy do torby. Usłyszałem trzask, ale nie miałem zamiaru sprawdzać co to było. Podszedłem do biurka, na którym niedbale leżały rysunki Gerarda. Mój wzrok zatrzymał się na napisie "Na zawsze twój, Gee"
Rzuciłem torbą przez całe pomieszczenie. Oparłem się o ścianę i zjechałem na dół.
Schowałem twarz w dłoniach. Nie mogłem mu przecież pokazać, jak bardzo mnie to zabolało. O nie! Nie dam mu takiej satysfakcji! Wziąłem torbę do ręki i wyszedłem z pokoju.
Nawet nie patrząc w kierunku Gerarda wyszedłem z domu, trzaskając drzwiami.

0 komentarze:

Prześlij komentarz