Gerard
-Frank? Mam do ciebie
taką małą sprawę. Jak nie chcesz to powiedz... Wiem, że może jeszcze źle
się czujesz od tamtego pobicia, ale w końcu minęło już dwa tygodnie.
-Oświeć
mnie, bo dalej nie wiem o co chodzi. -zrobił minę dziecka, któremu ktoś
zabrał lizaka. Te oczy... Te słodkie oczy! Nie wytrzymałem. Rzuciłem
się na niego i gwałtownie wpiłem w jego usta.
Po kilku sekundach, które były dla mnie wiecznością, chłopak zdołał się ode mnie oderwać.
-Geeeeeeeraaaaaard!
-Co?
-No właśnie, co? Co chciałeś mi powiedzieć?
-A tak! Poszedłbyś dzisiaj ze mną na imprezę. Urodziny koleżanki. Obiecałem jej, że przyjdę...
-Gee... Nie chce mi się.
-Nie
musisz. Pójdę tam na dwie godzinki i potem wrócę do ciebie, skarbie.
-zanim zdążył zaprotestować znów go pocałowałem. Tym razem delikatniej.
-To ja się będę zbierać.
Chłopak spojrzał na mnie zawiedzionym
wzrokiem. Posłałem mu mój najlepszy uśmiech i poszedłem się ubrać. Nie
chciałem go zostawiać, ale ta dziewczyna by mnie zabiła, gdybym nie
przyszedł.
***
Znajdowałem się w salonie pełnym
nawalonych i naćpanych ludzi, tańczących naokoło mnie. Sam też nie byłem
w najlepszym stanie. Jak pamiętam, to ostatnio paliłem jakieś zioło w
kiblu z grupką dziewczyn. Teraz stałem pod ścianą trzymając w ręce piwo.
Wziąłem kilka łyków po czym chwiejnym krokiem udałem się w kierunku
kuchni. Obiecałem Frankowi, że się nie upije, ale cóż... To było
silniejsze ode mnie.
Po drodze wpadłem na całujące się pary i innych
ludzi. Po chwili trafiłem do jakiegoś pomieszczenia. Nie obchodziło
mnie, gdzie się znajdowałem. Zakręciło mi się w głowie i zwróciłem
zawartość swojego żołądka na dywan. Ciężko dysząc oparłem się o ścianę.
-Gerard? - wydawało mi się, że znam ten głos. - Ehh, a ty znowu... Nieważne. Chodź, zaprowadzę cię do domu.
Dziewczyna
chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku wyjścia. Nie wyrażałem
sprzeciwu. Gdy znaleźliśmy się na ulicy, poszliśmy w kierunku (tak mi
się wydawało)
mojego domu. Światła oświecające okolicę zlewały się ze sobą. Co chwilę potykałem się o swoje nogi. Nie miałem na nic siły.
-Zostaw mnie Vicki... - sam się zdziwiłem, że ją poznałem.
-Nie ma mowy! - odparła stanowczo i znów ruszyliśmy drogą.
Dziewczyna z trudem wydobyła klucze z kieszeni moich obcisłych spodni.
Lekko się kołysząc wszedłem do pomieszczenia. Na szczęście rodziców nie
było w domu.
Pewnie poszli na randkę. W tym wieku?! Cóż, nie będę się czepiać.
Wtem ujrzałem na schodach drobną postać.
-Miałeś być 4 godziny temu! - krzyknęła ów postać. - Wiesz, jak ja się o ciebie martwiłem?! I w ogóle dlaczego jesteś pijany?!
-Frank - z trudem wymówiłem jego imię, gdyż kolejny raz zalała mnie fala mdłości. Starałem się nie zwymiotować.- Opanuj się...
-Ja mam się opanować?! Coś ty ze sobą zrobił?!
-Odwal się ode mnie! - krzyknąłem.
-Przecież obiecałeś...
-Może żartowałem.
-Boże Gerard! Czy ty umiesz dotrzymać obietnicy?! Myślałem, że mnie kochasz...
-Hm... Też tak myślałem, do czasu... - co ja powiedziałem? Słowa same się ze mnie wylewały. Nie mogłem tego powstrzymać.
-Co?! Co powiedziałeś?!
-Do
czasu, aż poznałem ją. - wskazałem podbródkiem na szczupłą dziewczynę,
stojącą pod ścianą. Co ja robiłem?! Przecież ja nawet jej nie lubię. Nie
mogłem tego kontrolować.
Nagle poczułem czyjeś ciepłe usta na
moich. Ku mojemu zdziwieniu nie były to wargi Franka, tylko Victorii. I w
dodatku to ja ją całowałem. Jak oparzony odsunąłem się od niej.
Frank
stał przy schodach ze łzami w oczach. Chciałem mu coś powiedzieć,
przeprosić, ale chłopak pobiegł na górę. Miałem zamiar udać się za nim,
lecz gdy zrobiłem jeden krok, runąłem na podłogę. Powiedziałem tylko
ciche "Frankie...".
Urwał mi się film.
Frank
Nie! Nie!
Nie! To niemożliwe! W tej chwili czułem się jakby dziesięć razy
przejechała po mnie stu-tonowa ciężarówka. Łzy strumieniem ciekły mi po
policzku. A on! On dalej namiętnie ją całował. Mój Gerard całował się z
jakąś obcą mi dziewczyną! Chłopak nagle się od niej odsunął i spojrzał
na mnie. Nie mogłem dłużej patrzeć w jego
przepiękne oczy.
Odwróciłem się i pobiegłem na górę. Wszedłem do pokoju i w pośpiechu
pakowałem swoje rzeczy do torby. Usłyszałem trzask, ale nie miałem
zamiaru sprawdzać co to było. Podszedłem do biurka, na którym niedbale
leżały rysunki Gerarda. Mój wzrok zatrzymał się na napisie "Na zawsze
twój, Gee"
Rzuciłem torbą przez całe pomieszczenie. Oparłem się o ścianę i zjechałem na dół.
Schowałem
twarz w dłoniach. Nie mogłem mu przecież pokazać, jak bardzo mnie to
zabolało. O nie! Nie dam mu takiej satysfakcji! Wziąłem torbę do ręki i
wyszedłem z pokoju.
Nawet nie patrząc w kierunku Gerarda wyszedłem z domu, trzaskając drzwiami.
niedziela, 14 października 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz