niedziela, 14 października 2012

Rozdział 13

Gerard

  Nie wiedzieć czemu, nagle zrobiło mi się żal Mikey'a. Może Frank miał rację? Przecież w gruncie rzeczy to nie zrobił nic złego. Chyba powinien go przeprosić za to, że tak się uniosłem.
  Poszedłem na górę. Zapukałem do drzwi pokoju mojego brata. Nikt nie odpowiedział. Mimo to wszedłem do środka. Rzadko zdarzało mi się bywać w tym pokoju. Było tak chyba ze względu na jego wystrój. Ściany były pomalowane na jasne kolory. Po półkach walały się pluszowe jednorożce. Czasem naprawdę nurtowało mnie pytanie, czy mam brata czy może siostrę? Białe meble idealnie zgrywały się z resztą pokoju.
  Przeniosłem wzrok na łóżko, na którym, wtulony w poduszki, leżał Mikey. Zrobiłem kilka kroków w jego stronę i usiadłem a krańcu materaca.
Nawet nie drgnął. Kompletnie mnie zignorował. Chrząknąłem, żeby zwrócić na siebie uwagę.
- Idź sobie. - usłyszałem jego cichy głos. Wyglądało na to, że płakał.
- Mikey, ja chciałem Cię przeprosić. Nie potrzebnie się tak uniosłem.  - Jako odpowiedź usłyszałem jego łkanie, coraz głośniejsze.
- No nie płacz. - chcąc nie chcąc nachyliłem się i przytuliłem go pocieszająco, co było całkiem nie na miejscu. Wstrzymał płacz i podniósł głowę z mokrej od jego łez poduszki. Popatrzył na mnie ze swoim słynnym "poker fejsem".
- Dobra, dobra. Już się odsuwam. - powiedziałem, a on zaśmiał się. - No to jak? Między nami zgoda?
- Jasne. - odparł po czym przytulił się do mnie.
- A tak w o ogóle... to dlaczego to zrobiłeś?
- Chciałem sprawdzić jak to jest całować się z chłopakiem. - powiedział z zamyśloną miną. - A Frank ma takie cudooowne usta... - szepnął udając rozmarzonego, po czym zaczął chichotać.
- CO?! Teraz to przegiąłeś! - wziąłem poduszkę i zamachnąłem się tak, że ten pod naciskiem ciosu padł na podłogę.
- Ała!
Chciałem coś powiedzieć, ale nagle oberwałem w twarz czymś miękkim. Poduszka? Nie, za mała. Zanim zdążyłem się dobrze zastanowić w moją twarz znowu uderzyło coś...
-Mikey! - krzyknąłem na chłopaka, który w tej chwili zwijał się ze śmiechu na dywanie, trzymając w ręce pluszaka. Po chwili mój brat pozbierał się z podłogi i usiadł koło mnie. Mocno się przytulił.
-Kocham cię Gee.  Jesteś najlepszym bratem na świecie. 
Nie spodziewałem się tego.
-Ty też. - powiedziałem.- Ale jest jeden warunek, żebyśmy się pogodzili.
-No...
-Musisz przeprosić Franka.
-Gee...
-Żadne „Gee”. Masz go przeprosić i tyle.
-No niech będzie.
Frank. Właśnie mi się przypomniało, że wyszedł jakąś godzinę temu. Ciekawe, jak tam rozmowa z mamą. Nie musiałem się martwić. W końcu to jego matka. Wątpię, żeby odrzuciła swojego syna. Powkurza się trochę, a potem na pewno zaakceptuje to. Na pewno przyjęła to lepiej niż moi rodzice.
-Idę coś pooglądać. Pamiętaj o obietnicy.- przypomniałem bratu.
-Spoko. Narka.- odparł, po czym położył się na łóżku. 
  Skierowałem się do salonu. Mama krzątała się po kuchni. Po zapachu mogłem się domyślić, że piekła ciasto czy coś. Ojciec wyszedł na dwór. Nawet nie wiem po co, w taką ulewę.
Usiadłem wygodnie na kanapie i włączyłem telewizor.  Zacząłem skakać po kanałach, szukając czegoś, co mogłoby mnie zainteresować.  To nudne, to już widziałem, tu także nuda.
 Wtem do domu wpadł mój ojciec. Woda spływała z niego strumieniami, z czego można wywnioskować, że na zewnątrz wziąć pada.
-Gerard. Twój...  przyjaciel chyba już od dawna siedzi pod drzewem i nie reaguje nawet na to, że tak mocno pada. Weź idź mu coś powiedzieć, bo jeszcze się rozchoruje.
Frank? Czym prędzej zerwałem się z miejsca i nawet nie ubierając kurtki wybiegłem z domu.
Krople deszczu spadały na moją twarz i ręce. Byłem ubrany w koszulkę z krótkim rękawkiem, więc dopiero teraz pożałowałem, że nie założyłem czegoś cieplejszego.
-Co ci odwala Frankie? - spytałem, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Chłopak dalej siedział wpatrując się w trawę.
-Kochanie... - znowu cisza.
O nie! Mój chłopak nie będzie marznął na dworze w taką ulewę. Nachyliłem się nad nim i wsunąłem pod niego ręce. Nie reagował. Jednym ruchem podniosłem go i mocno do siebie przytuliłem. Nawet nie był taki ciężki. Razem z moim skarbem, wtulonym w moją pierś, ruszyłem w stronę domu. Wszedłem do salonu i posadziłem go na kanapie.
-Frankie, powiedz co się stało...- zacząłem.
Po policzkach chłopaka spłynęły ledwie zauważalne łzy. Co jakiś czas wstrząsały nim dreszcze. Pobiegłem na górę, po ręcznik i po chwili szczelnie okryłem nim chłopaka.
-No b-bo... Byłem u mamy i...i najpierw było ok, ale potem jak.... jak powiedziałem, że
dalej z tobą chodzę, to ona... ona wyrzuciła mnie z domu.- powiedział po czym mocno się we mnie wtulił. 
-Co zrobiła?!- nie mogłem w to uwierzyć. W tej chwili nie obchodziło mnie, czy to jest jego matka, czy nie, ale gdybym ją spotkał to najchętniej rozwaliłbym jej łeb.

0 komentarze:

Prześlij komentarz